niedziela, 30 października 2016

Rozdział 4 ‘’ Granica, napaść i cukierki’’

* https://www.youtube.com/watch?v=NM3zssBb5Po&index=90&list=LLZo_wKaqImTb6QthZEb9xWQ * 




Lodowa kraina zamieniła się w pustynię przyjemnego snu. Chłód i jego brat, wiatr ustąpiły, choć lodowa powłoka została nienaruszona otulając ziemię mięciutką kołderką.


            Zgrabne palce Hiyori dudniły cicho o szklankę z parującym napojem. Obserwowała uważnie boga w dresie (czy on nigdy go nie zdejmie?) tłumaczącego coś niskiemu blondynowi, który co chwilę kiwał głową. Tak to wyglądało już trzeci dzień.
Bowiem zaraz po wyjściu tajemniczej siwowłosej Yukkine podszedł do swojego pana wypełniony nowymi siłami i powiedział zdecydowanie:

- Nie chcę by to kiedykolwiek się powtórzyło. Naucz mnie korzystać z siły boskiego oręża.
Proszę…

Yato uśmiechnął się. Z chłopaka będą jeszcze ludzie.

Wrócili w końcu rozmawiając jeszcze o ćwiczeniach. Nieświadomie zawiesiła wzrok na białych płatkach w czerni włosów.

-Patrz co potrafię, Hiyori!- ekscytował się młody.
Od kąt pokój wypełnił zapach wiśni młodego nie opuszczał dobry nastrój.
Wystawił dwa palce w stronę zbliżającego się Daikoku.- Związanie!

Olbrzym stanął jak wryty z jedną nogą jeszcze w powietrzu, z przerażeniem patrząc na niesione na tacy szklanki z herbatą, chyboczące się niebezpiecznie.

-Potrafię też granicę, taką jakby ‘’tarczę na ayakashi’’ i ‘’ukrywanie przed wzrokiem’’ czyli umbra.

Uwolnił czarny wachlarz z sideł związania. Wyszedł mrucząc słowa niezadowolenia pod nosem. Hiyori klasnęła z ręce.

-Wspaniale Yukkine!- wyszło trochę sztucznie- Na pewno jesteście głodni. Pójdę coś kupić, co wy na to?

-Dzięki! Dla mnie cokolwiek.

- Hiy~ori.-  podszedł specjalnie za blisko mając nadzieję, że się odsunie.- Koło Twojej szkoły otworzyli nowy sklep ze słodyczami… Jako ofiarę bóg Yato życzy sobie słodkie krówki!

-Ofiara zostanie spełniona. – nie odsunęła się, lepiej spojrzała nań.
Lubił te oczy. Bardziej niż jakiekolwiek inne.

Wyszła, a on śledził jej oddalającą się sylwetkę.

Chciał tylko krówki, nie?...

            Dmuchnęła przed siebie tworząc biały obłoczek pary. Mimo, że wszystko się udawało Hiyori nie mogła się w pełni cieszyć.
Bo niby przestał być bezdomny, przynajmniej na razie, znalazł oręż, Yukkiego, choć młodego to wspaniałego dzieciaka,   miała też nadzieję, że gdy go poduczy zajmą się w końcu jej problemem.

Bo tylko dlatego za nim chodzi, prawda?...

Ale męczyła ją siwowłosa Ea, a dokładniej jej zachowanie.
‘’Znikanie’’ (bo jak to inaczej nazwać?) ayakashi samym dotykiem. Nie odczuwanie zimna, co wykluczało ją z grona równie żywych jak i martwych.

I te bóle brzucha…


To najbardziej martwiło Panienkę Ikki. Jako córka lekarza znała niezliczoną ilość chorób i lekarstwa na nie. Nic dziwnego, od dziecka planowała iść w ślady ojca. Mogłaby jej pomóc. Gdyby tylko nie była taka… tajemnicza.
To właśnie był największy problem. Ta dziewczyna była czystą tajemnicą. Choć miała tak piękny głos, mało mówiła. W jej towarzystwie człowiekowi wydawało się, że to ona tymi czyniącymi cuda rączkami, panuje nad sytuacją. Przychodziła i odchodziła kiedy chciała, nie zdołali jej zatrzymać. Ale czegoś od nich chciała, prawda?...
Więc chyba… wróci.

Westchnęła zrezygnowana. Następnym razem nie pozwoli jej odejść bez wyjaśnień.
A przynajmniej spróbuje.

            Jej szkoła, choć bardzo dobra, położona była w dość podłej dzielnicy. Pełnej ślepych uliczek o łuszczącej się farbie, przez które skracała sobie często drogę.
Przecież nikt jej nie zaatakuje, gdy zna nauki mistrza Modliszki!

Okazało się, że Hiyori, o swej delikatnej, praworządnej duszy, bardzo łatwo podejść.

-Kogo my tu mamy?
Po tak długim czasie przebywania wśród zjaw nie przestraszyła się. Po prostu próbowała wyłapać mówiącego w mroku.
-Stój Rabo. Jest moja.

Czarnowłosa dziewczynka, mniej więcej w wieku Yukkine. Obok niej stał barczysty mężczyzna w staroświeckich szatach, który szybko zniknął.
Rabo. Zapyta o niego Yato…

-Wiesz kim jestem żywy demonie?- licealistka zamarła widząc ilość znaków na jej skórze, a Nora zbliżyła się doń jak lew do zwierzyny. –Jestem orężem Yato. Strasznie się go uczepiłaś. Czemu za nim chodzisz? Czego chcesz? On jest tylko mój.

-To nie tak!- Hiyori opacznie zrozumiała dziewczynę.
Nie zależało jej na Yato… w taki sposób…?
-Chodzę za nim bo musi rozwiązać mój problem!- i opowiedziała jej o wypadku oraz wychodzeniu z ciała.

Mizuri słuchała jej niby zniecierpliwiona, ale ciekawa.

-Wiem jak rozwiązać Twój problem.

-Tak?- oczy nastolatki rozjaśniły się radośnie.
Zatrważająco zimna dłoń dotknęła policzek.

- Tak.

Krzyknęła. Przecież to nie bolało.
Chyba, że…
*

            Głód potęgował czas. Nie żeby się nudził- ostatnimi dniami wszystko go interesowało i fascynowało- ale ćwiczenia naprawdę wykańczały siły.
Mógł z nią iść, przynajmniej czas by się tak nie dłużył…

Poleciał jak na skrzydłach zanim jeszcze dzwonek nie skończył grać.
Coś było nie tak.

-Przyniosłam krówki o które prosiłeś Yukkine!


Chciał ją wyprowadzić z błędu. Nie zdążył. 


***
DLACZEGO HIYORI ZAPOMINA? 

Myślę, że dla tego samego powodu, z którego dwaj główni protagoniści się w sobie zakochują, zło musi przegrać, a Gargamel nie zje smerfów ( po kilkunastu razach czekałam na to jak on je ugotuje. niestety moje marzenia nie zostały spełnione :'( ) 
Czemu?Bo wszyscy tego oczekują. 
To by było dziwne- wprowadzić do utworu taki wątek i go nie wykorzystać. 

Powiem wam szczerze, że denerwowało mnie gdy zapominała któryś raz z rzędu, ale tylko dla tego, bo Yato przez to cierpiał. 
Nie winię Hiyori. Jest zwykłym człowiekiem, dziewczynką zagubioną między światami. I tak podziwiam ją za każdy raz gdy coś jej nie pasuje w ''świecie przedstawionym'' i udaje jej się przypomnieć. 
Najbardziej podoba mi się ten pierwszy raz, podczas walki z Rabo, gdy swoim przywiązaniem (bo nie sądzę, by go wtedy kochała) łamie zaklęcie. I postawa Yato! 
Broni ją własnym ciałem. Jak rycerz, jak...

Jakby był w niej zakochany.
Bo tak, uważam, że Yato nie dałby o sobie zapomnieć Hiyori, bo za mocno ją kocha. 

Ale o tym pod następnym postem ;)
Komentuj to uskrzydla!!! 

sobota, 1 października 2016

Rozdział 3

‘’York, slumsy i kwiaty wiśni’’

https://www.youtube.com/watch?v=jTP6LUMyYRU


Pani zima całkowicie zagarnęła sobie świat przykrywając go białym puchem, niczym matka swe potomstwo do snu. Oddechy przechodni zamarzły tworząc obłoki, niczym z dziadziusiowych fajek.

Spojrzała na towarzysza. Uwielbiała jego obecność. Ona, w tej swojej jasnej kurteczce i różowym szaliku, on, jak zawsze, w dresie i ‘’ puchatej ściereczce ‘’ – czego więcej można chcieć?

Chyba tego, by w jego oczach, pod przykrywką błogiej nieświadomości, nie kryły się te smutne uczucia.

Yukkine od kilku dni całkowicie zamknął się w sobie. Skulony płakał lub tępym wzrokiem wpatrywał w dal. Do tego nocami zrobiło się okrutnie zimno, wręcz lodowato, tak, że w mediach mówili tylko o zgonach bezdomnych.
Nie mogli umrzeć. Ale mogli cierpieć. Zmiękczony wielkimi oczami Yato, Daikoku pozwolił im pomieszkać u nich.
Przynajmniej na razie.

- Co o tym sądzisz, Hiyori? – zapytał pstrykając palcami przed jej nosem i wyrywając w letargu.

-Wybacz, zamyśliłam się.
Próbowała się uśmiechnąć, ale jeden z małych piesków pociągnął ją tak, że prawie nie upadła.

Yukki nie był w stanie pełnić swojej roli boskiego oręża, więc Yato zajął się mniejszymi zleceniami.
Pomagała mu w tym.

- Mówiłem, że te kudłacze to mają dobrze, nie?- pochylił się badawczo do yorka ubranego w uroczy, druciany sweterek- Ta stara prukwa traktuje je jak dzieci! ‘’Serdeleczek je tylko to. Serdeleczek musi nosić sweterek.’’ A co ten futrzak robi? Tylko je i sra pod siebie!

Tyknął szczeniaczka na co maluch zaszczekał zaciekle. Ugryzł w Yatusiowy palec, a właściciel, krzycząc  wniebogłosy, kręcił się wokół próbując go zrzucić.
Zaśmiała się delikatnie dziewczęcym śmiechem.
Mimochodem zrobił to samo.
Uwielbiał ten śmiech.

            Wrócili do sklepu dopiero późnym wieczorem. Yato cieszył się jak małe dziecko z kolejnych zarobionych 5 Y, które dała mu staruszka od piesków.
Według licealistki powinien być: ‘’ bogiem zabawy i piwa’’ – zawsze potrafił ją rozśmieszyć.

- Hiyoriś!- różowa rzuciła się na nią tak, jakby wcale nie widziały się kilka godzin wcześniej. – Ty jeszcze nie w domciu?
I co robiliście tyle czasu sa-mi?
Specjalnie podkreśliła ostatnie słowo kątem oka wpatrując się w dresa. Ależ się zarumienił!

-Pomagałam Yato w zleceniu. – odparła rezolutnie nie wyczuwając aluzji.- Zasiedzieliśmy się trochę. Ale to nie problem; tatko zabrał dziś mamę do teatru.
Mimowolnie zatarła ręce z wrogą satysfakcją  na myśl, że jej rodzice siedzą teraz na spektaklu myśląc, że ich ‘’mała córeczka’’ nudzi się w domu.
-Wrócą późną nocą. Yukkine wciąż na górze?

Po pozytywnej odpowiedzi pobiegła na górę. Oboje czekali aż tupot jej stópek przestanie być słyszalny.

-Ależ Ty szybki Yatuś!- sprzedała mu sójkę- Dopiero co ją poznałeś, a już…

-Cicho siedź!- naburmuszony odwrócił się na pięcie.

Przecież do niczego nie doszło, nie?
Tylko rozmawiali…

            Wejście na dach nie było żadnym problemem. Z puszką piwa, wykradzionego z lodówki, wpatrywał się w gwiazdy. Miasto dudniło w oddali, acz on słyszał tylko sum wiatru w listowiu.
W czasach gdy kwiaty wiśni nie kojarzyły mu się jeszcze ze smutkiem.

Czarna czupryna małego dziecka smagana przez wiatr. Niebo, o nierównym ściegu gwiazd, tak czyste jak tylko w wiekach niesplamionych technologią. Gasnące pod stopami miasteczko, tak urocze w swej prostocie.

I zacierająca się twarz ojca trzymającego malutkiego boga w objęciach.

-Już wiem jak Cię nazwać. – ten głęboki, tubalny głos nawet po tak wielu wiekach wywoływał u niego ciarki – Ya- boku.

Yaboku.


{ według geniuszu słownika google
ya= ciemny
boku= prorok

Dark prophed
Ale nie ręczyłabym za to tłumaczenie c: }

-Yaboku…

Wytrząśnięty z letargu spojrzał na właściciela głosu.

Krótkie czarne włosy z przepaską, której kiedyś nie miała.
Te puste oczy nie wyrażające emocji.
I zastygły wiecznie uśmieszek, wcale nie radości.

-Nora.

Przekrzywiła główkę, jakby nie rozumiejąc.

- Nie nazywaj mnie tak. Kocham imię, jakie mi nadałeś.
Mi-zu-ri.

Zasłonił się rękami, jakby mógł tak zagłuszyć jej słowa.

-Czego chcesz bezpańskie oręże?- syknął.

-Yato, wróć do domu. Ojciec zaczyna się niepokoić.- podskoczyła lekko lądując bardzo blisko. była tak malutka, że sięgała mu zaledwie do klatki piersiowej.- To nie godne dla takiego boga zadawać się z plebsem.

Złowrogą ciszę przerwał przesłodzony głosik śpiewający ‘’ Nyan Cat’’, jedną z ulubionych piosenek Yato.
Dzięki wam Bogowie!

-Widzisz - pomachał jej komórką przed twarzą- są ludzie, którzy mnie potrzebują.

Mizuri skrzywiła się.
Jej się nie odmawiało.

Wpadł do domu dziękując wszystkim znanym bóstwom. Nie wiedział kto dzwoni, ale ten klient zostanie obsłużony all inclusive.
Za idealne wyczucie czasu!

-Panie Yato?- znał skądś ten głos.- Proszę wybaczyć, że niepokoję o tak późnej porze, ale natychmiast potrzebuję Pańskiej pomocy. Proszę wziąć ze sobą Panienkę Hiyori. Wie Pan gdzie jestem, prawda?

‘’Po prostu Ea.’’
Mówiła bardzo oficjalnie, ale słyszał, że zależy jej na pośpiechu.
Zakończył połączenie.

-Hiyori!!!

Nie musiał wołać dwa razy. Już po chwili zniknęli by jeden z wielu razy pomóc siwej dziewczynce.

            Slumsy. Tak mniej więcej można było nazwać miejsce, w którym się znaleźli. Dalej stały domy z papieru, popisane niczym strony gazet, udekorowane sznurami suszącego się prania. Ku zdziwieniu kilku obszarpańców wylądowali przy dużym ognisku między blokami do którego wyciągały się szaro- bure ręce.

-E, mała, pomagieria przyfrujła!  (co miało znaczyć chyba ‘pomoc przyszła’ ;’) )
Skierowali się w stronę głosu, dobiegającego z dużego skupiska osób.

Nie ciężko było ją dostrzec. Mało kto chodzi boso przy minusowej temperaturze. No i była zadbana, nic nie zdradzało jej kontaktu z brudem.

-A jesteście!- ucieszyła się nadmiernie, tak jakby byli jej ostatnią, utęsknioną nadzieją.- Daizo zasłabł. Chciałam pomóc, ale tu jest tak zimno…
Błagam pomocy!

Schyliła się w pół, tak że włosy zakryły jej twarz.
Spojrzeli na siebie porozumiewawczo.

Hiyori podniosła nogi, Yato ramiona. Przenieśli faceta na prowizoryczną matę obok ogniska.

-Żyje.- powiedział sprawdzając puls. Chciał oszczędzić Hiyori dotykania trupa.

Zajęła się nim profesjonalną ręką lekarza obsłuchując uważnie, ze skupieniem wypisanym na twarzy. Musiał przyznać, że była w tym naprawdę dobra.

Zaśmiała się krótko.
-Jest tylko pijany. Jedyne co mu może dolegać to kac gigant po przebudzeniu.

Potwierdziło to donośne chrapanie w.w. Daizo.
Tłumek odetchnął z ulgą rozchodząc się w swoje strony. Małe rączki Ei klasnęły radośnie i wydawało by się, że odmłodniała o kilka lat.

-Dziękuję, bardzo dziękuję!- uśmiechnęła się do nich tym nadzwyczajnie pięknym uśmiechem.- To ja chyba pójdę…

- Nie.- zanim znów zdążyła uciec Yato złapał ją za nadgarstek. Natychmiast puścił.

Może to dziwne, ale jako jeden z niewielu bogów miał wyjątkowo ciepłe dłonie.
Jej były zimniejsze od nieboszczyka.

-Zapomniałam zapytać…- spróbowała spojrzeć mu w oczy. poczuła… ulgę?- jak się czuje Yukki?

I to chyba zapieczętowało ich znajomość.

*

            Nie powiem, Daikoku miał niezłą minę gdy ją zobaczył. Mniej więcej porównywalną do znalezieniu w bieliźnie Kofku czegoś nie-różowego (nie żeby szukał :3 ).

Więc po prostu stał tam, wryty w podłogę, jak gipsowy posążek. Bogini biedy wykazała trochę więcej zrozumienia.

-O, to Ty!- podbiegła doń w tych swoich spadających skarpetkach.- Ea Missum, dobrze pamiętam?

-Tak, proszę Pani.

Kofku, jak to Kofku, chwyciła w swoje dłonie jej, rozgrzane trochę po marszu przez miasto. Ea spojrzała na nie z wdzięcznością.
Nie wiedział skąd urwała się ta dziewczyna, ale musiała mieć potwornie ciężkie życie.

-Mogłabym porozmawiać z Yukkine? Obiecuję, że nie zajmę wiele czasu…

Pytanie było zbędne. Stał tam, na szczycie schodów, chwytający za serce zapłakany, mały chłopiec o napuchniętych oczach i dłoniach zwartych w pięści. Trząsł się z emocji i zimna przenikających przez białą, pogniecioną yukatę sypialną.

-Czemu nie uratowałaś też jej?- jego głos był opanowany, ta myśl rzeczywiście go męczyła.- Możesz jakoś… pokonać ayakashi. Czemu jej nie uratowałaś?!

Zielone oczy nadal nie zmieniły swego spokojnego wyrazu. A czwórka gapiów wpatrywała się w to zdarzenie, niezwykłą więź emocji bólu i odkupienia.

-Nie zdołałabym.
- widząc jego nie rozumiejący wzrok zapytała.- Jak to się stało Yukki?

-Biegliśmy… ale ona była za wolna… potknęła się.
I ją dorwały.

Zacisnął pięści do białości knykci.

-A co zrobiła po upadku? –nie mógł odpowiedzieć, bo nie wiedział.- Uśmiechnęła się. Stała na tym chodniku od miesięcy i od dawna podejrzewała. Ale wiedziała, że jak wróci sama stanie się coś złego.
Niszcząc tamtego ayakashi uwolniłam jej dusze.

-Czyli teraz…- w zapłakanych oczach pojawiła się nadzieja.

-Jest już na dalekim brzegu.
Szczęśliwa.

Blondyn podczas tej rozmowy schodził powoli tak, że był teraz tylko o stopień nad nią.

- Dziękuję.- wyszeptał ledwie słyszalnie, już nie płacząc.

Dotknęła jego twarzy pod kością policzkową. Zarumienił się pod dotykiem kobiecych palców.

- Nie ma za co.- uśmiechnęła się.

Wszystko stało się jakby jaśniejsze, a pokój wypełnił zapach kwiatów.

A dokładnie: kwiatów wiśni.

Siwa zerknęła na Yato znacząco.

Podeszła do czwórki wolno, a gdzieś za kotarą zieleni zamajaczyło uczucie bólu. Kobieta zgięła się w pół łapiąc za brzuch, prawie słaniając na nogach.

-Ea…- podbiegła doń Hiyori podtrzymując ją za ramię.

Znów zerknięcie wdzięczności.

- To nic.- uśmiechnęła się trochę wymuszenie.- Pójdę już.

Pozwolili jej odejść niezdolni do wykonania ruchu. Przechodząc obok Yato poruszyła ustami, a on zrozumiał.


Rabo powrócił. 

       ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

W tym rozdziale dzieją się trzy podstawowe rzeczy;
- ''schadzka'' Yato i Hiyori
- ponowne spotkanie z Eą
- powrót Rabo

Każda z tych kwestii zostanie rozwinięta w kolejnych rozdziałach,więc zajmę się czymś innym 

A uściślając; ''kimś innym''. Norą. Mizuri.
Kiedyś nie było mi żal tej postaci. Gdy pierwszy raz oglądałam Noragami stwierdziłam;
To zwykła żmija. Antagonistka pracująca z najgorszymi szumowinami, która tak zgrabnie popycha Yukiego w szaleństwo. Kanalia. 

Ale zawsze jest jakieś drugie dno. Spróbujcie choć na chwilę to sobie wyobrazić;
Ile lat ma Nora? 8? 10? 12?
Umarła w tak młodym wieku, choć chciała żyć. 
Yato nie zdawał sobie sprawy, że zabijanie jest złe. Bo kto mógłby mu o tym powiedzieć? Ojciec go chwalił, nikt nie zaprzeczał. Ale Mizuri?
Ona zdawała sobie sprawę z tego co robi. I dlatego oszalała.
Bo moim zdaniem oszalała. Nie jest jakąś przebiegłą antagonistką! Jest małą, podatną na sugestię, wykorzystywaną dziewczynką, która ma naprawdę ciekawą psychozę.

W anime/ mandze jej nie uratują. I tak każdy już ją skreślił. 
Ale tu się to zmieni ;) Domyślicie się co planuje?
Piszcie -->