wtorek, 29 listopada 2016

Rozdział 8 ‘’Ogon, chmura i przebudzenie’'



Nauczyłam się dodawać linki!~
To chyba moja ulubiona amv'ka. 


Lekkość czystej duszy nie znała granic.
Uśpiony świat tańczył przed jej oczami plejadą odcieni bieli i czerni.


Nie mogła nazwać tego co się stało. Puf, i była tak radosna, tak wolna, jak za wczesnych czasów dziecięcych. Nic nie mąciło jasnej duszy, widzącej i czującej więcej. Zeskoczyła zgrabnie z przewodu wysokiego napięcia machając różowym ogonem przed oczami jakiegoś pulchnego maluszkowi.
Widziały ją tylko dzieci i zwierzęta, dla dorosłych równie dobrze mogłaby nie istnieć. Czemu jej to nie martwiło? Bo czuła to przedziwne przeświadczenie, że to już było. Bliżej nieokreślone dejavu kołatało się z tyłu głowy.
Jak można się martwić gdy świat tak piękny, a wszystko tak proste!
Wspięła się na najwyższy w okolicy wieżowiec zaledwie kilkoma susami.  Możliwości tej formy zachwycały. Teraz mogła wszystko!
Zaciągnęła się przesyconym chłodem powietrzem. Wyczuwała lekko słonawy dym z kominów, igliwie zapowiadających się świąt i…

Jego. Znała ten zapach…




            Wylądowali miękko na spalonej ziemi. Powietrze wypełniał ciężki zapach zgnilizny osadzający się na płucach. Bóg wojny skrzywił się. Myślami wrócił do tych lat.
Świat zbladł. Nagle z nieba spłynął na nich cień, zasłaniając cały świat wokół. Yato zaklął siarczyście pod nosem.
Ale młodemu nie chciało się kląć. Wręcz przeciwnie- mógłby zamilknąć na wieki.  Bowiem znów ją zobaczył. Krótkie czarne włosy i te hipnotyzujące oczy odcinały się od świata, tak jakby tylko je miał wiedzieć. Już nie myślał.

-Yukkine.
Jego subtelny szept nic nie dał. Blondyn był już daleko. Nie pozostało mu nic jak podążyć jego tropem.
Przeszli przez kładkowy most, który obwieszony był przegniłymi życzeniami kołatającymi się złowrogo na wietrze. Nora poruszała się jakby tylko muskała ziemię, kusząc słodką goryczą nie z tego świata.
Niczym syrena.
A wiecie jak kończą nieuważni marynarze.

Tubalny głos zagłuszył jego mistrza.

-Wiedziałem, że przybędziesz Yaboku.

Wręcz zabolało, gdy tak raptownie zawołał jego imię.

***

            Wszystko było tak jasne, tak cudownie przejrzyste. Czuła jakby zobaczyła świat po raz pierwszy, zza różanych okularów cielesnej istoty. Mogło by tak zostać na zawsze.

Nie do końca wiedziała co nią kieruje. Ale nim się zorientowała stała pod domem, który pokazał im zaledwie kilka tygodni wcześniej.
Kofku zdawała się co najmniej zdziwiona.

-Niestety kotku, nie wiem gdzie jest Yatuś. Zabrał Yukkiego i zniknął.
Daikoku, trochę bardziej zirytowany niż zwykle podtrzymał ramiona swojej bogini.

-Na twoim miejscu poszukałbym go.
Zbiera się burza.

Ten bóg-od-siedmiu-boleści miał kłopoty we krwi. Wybiegła na uliczkę obracając się bezradnie. Niby gdzie ma go szukać?...
Ale sumienie zbyt gryzło, by zrezygnować. Zapomniała, a przez to on mógł… Mógł zniknąć…

-Witaj.
Pamięć płatała jej coraz większe figle. Przecież znała ten głos!
Zielone oczy. Białe włosy…

-Ea Missum.
Dziewczyna uśmiechnęła się w odpowiedzi.

-Jeżeli szuka panienka Yato, proszę za mną.

***

            Stal ryknęła. To co robili za pierwszym razem było tylko przywitaniem, subtelnym pokazaniem nabytych przez wieki umiejętności.
Teraz zaczynała się prawdziwa walka.
Szare niebo łkało delikatnie, a jakby w oddali, rysowały się dwie postaci spojone w śmiertelnym tańcu. Świat przesuwał się wokół nich, a oni, Bogowie Wojny, na granicy rzeczywistości, spełniali odwieczną rolę swoich losów. Dźwięk sparowanej stali był tak czysty, że niemal jednostajny.

Rabo miał wyraźną przewagę. Nie chodziło nawet o większą tężyznę mięśni- jego wzrok owiany ciemnością, bił nieludzkim złem, pierwiastkiem ayakashi. Błękitne oczy zaczęły się od niego zarażać…

-Tak, Yaboku, przypomnij sobie!
Czarnowłosy ruchem agresji prawie wytrącił miecz przeciwnikowi i odskoczył do tyłu. Przetarł twarz dłonią.
Nie mógł tego zrobić.
Nie po to tyle wieków bronił się od piętna swojego imienia żyjąc tak marnie. Teraz miał dla kogo żyć, teraz miał przyjaciół, którzy wierzyli w niego!
Dzięki nim nie zniknie!
Ale na nic walka, gdy w grę wchodzi siła opętanego boga. Słowa Rabo paliły jak metal.

-Przypomnij sobie Yaboku jak było nam dobrze. Jak plądrowaliśmy, jakie rzezie czyniliśmy.
Wróć do nas Yaboku!

Już miał odpowiedzieć.
Już miał podejść i zadać cios.

Ale ją zobaczył.


Hiyori. 

***
OGŁOSZENIA PARAFIALNE! 

Jedna  wspaniała osóbka ( tak mowa o Tobie. Mojra ;) ) podsunęła mi pomysł publikowania moich wynurzeń na platformie Wattpad. 

To nie jest ta sama historia!

Na wattpadzie publikuję niepowiązaną ze sobą serię one-shotów, głównie Yatori.
Wszystkich fanów zapraszam do lektury ;) 

czwartek, 24 listopada 2016

Rozdział 7; Neko onigiri, ogon i ona



      * https://www.youtube.com/watch?v=fOhADBVFKEg *    




         Przymknęła błękitne oczka rozkoszując się jaśminowym zapachem kadzidełek. Zrobił dziś dla niej wszystko- ‘’neko onigiri’’ i zieloną herbatkę, którą tak uwielbiała, ale to nie sprawiło, by poczuła to lepiej. Widział to na zmarszczkach na dziewczęcym czółku, w maleńkich piąstkach tak mocno ściśniętych.
Mało kto naprawdę znał Kofku. Jej niewinny i przesłodzony wygląd zamydlał oczy krótkowzrocznym. Ale on znał swoją panią, jej przesłodzoną stronę będącą jedynie przykrywką, gdy pozwalali sobie na relację przyjacielską i tą prawdziwą, straszliwej bogini biedy, gdy szanował ją jako boginię.
Dziś miała jeden z gorszych dni. Dni, których tak nienawidził.

Wstała raptownie wprawiając w ruch różowo-czarną spódniczkę. Uwielbiał wszystkie jej ubranka, ale nieukrywaną słabość żywił do tych z dodatkiem czerni.
Podeszła do okna, a jej słabe odbicie oddało niewinny wyraz zamyślonej twarzy.
Wstał i podszedł doń. Ale dziś nie mógł ukoić jej dotykiem, przytulić do szerokiej piersi, dziś był jedynie jej wiernym sługom.
Jedynie narzędziem do wykorzystania.

-Burza się zbliża.

Zląkł się. Wiedział kto naznaczone jest jej piętnem.
Yaboku…

            Tymczasem i w.w. opanował ‘’dziń ciemniejszej strony bogów’’.
Zbliżał się doń z tym charakterystycznym błyskiem w oku niczym atakujący drapieżnik.
Normalny człowiek byłby co najmniej spięty. Ale ona, jak zawsze musząc łamać zasady, nie okazywała żadnych oznak jakiegokolwiek dyskomfortu.

-Kim jesteś?
Pytanie odbiło się echem po ciszy opustoszałej ulicy.

-Ea Missum. Po prostu Ea.
Oboje wiedzieli, że nie o to pytał.

-Współpracujesz z nimi?
Spuściła główkę w akcie bardziej smutku niż zawstydzenia.

Była szczera do bólu i będąc obok samemu chciało się takim być. Musiał zaprzęgać najsilniejsze pokłady silnej woli by nadal zachować zimną twarz.

-Myślałam, że wiesz iż nie…
Podszedł jeszcze bliżej, ale już nie tak agresywnie. Jedynemu czemu w życiu ufał w pełni była intuicja- a ona krzyczała wręcz o jej niewinności.

-Wierzę. Ale jesteś ciągle tam gdzie kłopoty.
Zawiesiła wzrok gdzieś w martwym punkcie za nim.
Wiedziała o tym.

-Czemu chodzisz tak ubrana?
Oboje odetchnęli z ulgą, gdy zmienił temat.

-Taka śliczna pani bardzo marzła, więc oddałam jej płaszczyk i buciki. Chyba bardzo jej się spieszyło, bo uciekła…- patrzył na nią z rozdziawioną buzią. Niby taka mocarna, a jednak tak naiwna- Ale to nieważne, zarobię trochę i coś kupię.

-Zarobisz?
Czy nie było podejrzanym, że nastolatka o nadprzyrodzonych mocach, przez nikogo nie pilnowana ‘’zarabia’’? Coś mocno śmierdziało mu w tym stwierdzeniu…

Ale nie zdążyła odpowiedzieć. Jasna zieleń oczu stała się krystaliczna, a on mógł tylko stać i patrzeć, jak cała drętwieje z bólu.

-Znowu…- od ściskania piąstek pobielały jej knykcie- Musisz go powstrzymać Boże Yato. Wiesz co robi.
Rozpłynęła się w mroku, a gdyby nie był bogiem nie dostrzegłby sedna tej sztuczki. Metaliczny dźwięk wypełnił przestrzeń.
5 yenów. Obrócił monetę w dłoniach.

Twoje życzenie
zostało wysłuchane.



***

            Rzucała się po pokoju nie mając pojęcia co ze sobą zrobić. Ruch nie pomagał, ale tępy bezruch wydawał się przedsionkiem piekła.
Zaczęła wyrzucać ubrania z szafy w niekontrolowany chaos, choć wiedziała, że jeżeli nie przestanie zaniepokoi rodziców.
Ale choć przez chwilę nie czuła tej wyrwy we wnętrzu, palącej podświadomość jak rozgrzany metal.
Więc demolka trwała dalej, stronnice książek rozsuwały w locie spadając na podłogę, przyrządy szkolne ginęły w górze odpadków.

Ewidentnie czegoś szukała.

Gdy zdała sobie z tego sprawę usiadła ciężko na podłodze, próbując wyrównać zmierzwione myśli i włosy.

Ciepło.
Światło.

W momencie gdy pojedyncza stróżka łez potoczyła się po jej policzku stało się coś dziwnego.
Jej dusza wyciekła z ciała.


***

            Szybko przesuwał wzrokiem po obrazkach nawet nie starając się już pojąc ich sensu. Trzymał jedną z mang, które miała Kofku, czytanych już tyle razy, że znał je na pamięć. Może to i głupie, ale czytając czół się jak normalny nastolatek.

Jednak dziś nawet to nie pomagało. Ten palący smutek, który czół od kilku dni, skrywany za maska normalności, dusił go nie pozwalając oddychać pełną piersią.

I nagle drzwi prawie nie wyleciały z framugi.
Pierwsze co zauważył to czarne włosy pana, zmierzwione na wszystkie strony, posklejane potem.
Mimo, że zerwał się z miejsca jak oparzony, nie bał się.
Coś się wydarzyło.

-Wiem kto ukradł wspomnienia Hiyori. Chcę je odzyskać.
Ale możemy tego nie przeżyć.

W pierwszym odruchu przestraszyła go perspektywa śmierci, ale… przecież już byli martwi, co nie? Co to dla nich!
A coś we wzroku Yato, dzikiego i potwornie zrozpaczonego, nie pozwalało mu odmówić.

Nie porzuci go. Nie gdy chodzi o nią.





***
Dziś krótko. 

DLACZEGO ZMIENIŁAM CHARAKTER YUKKINE?

Yukki w mojej opowieści tylko na początku jest zbuntowanym nastolatkiem, później jego charakter mięknie i wydawało by się, że bohater dorasta. Chce się uczyć, czyta, nie chce krzywdzić i  martwi o przyjaciółkę- no wzór przykładności. Oczywiście tak nie będzie do końca, nasz chłoptaś będzie miał jeszcze swoje 5 minut ;). Ale jak na razie podjęłam ten zabieg z następujących przyczyn;

1) Z mangi (nie pamiętam czy to było w anime) możemy odczytać, że Yukki w chwili śmierci miał 15 lat. W połączeniu w burzliwą przeszłością mogło by to dać efekt jaki widzimy w oryginalnej powieści. 
Ale ja nie lubię dyskryminacji nastolatków. 
Moim zdaniem żaden nie buntuje się bez wyraźnego powodu. Yukkine, dobrze traktowany, z przyjaciółką Hiori i zastępującym ojca Yato ma warunki do bycia całkiem spokojnym chłopakiem. Ja trochę mu w tym pomagam nadając mu twardszy niż w anime charakter. 

2) On jest z natury dobry. 
Mało kto z Was pewnie wie, jak to jest umrzeć. Sama przyznam się, że nie wiem jakbym zareagowała na własną śmierć. Więc początkowe upadki są uzasadnione. 
Ale blondynek wielokrotnie udowadnia nam, że ma piękną duszę, choć od skorupą. Jak diament do oszlifowania. Przy odpowiedniej pracy da się z niego wykrzesać krocie. 

3) Co za dużo to nie zdrowo. Teraz skupiam się głównie na relacjach Yato x Rabo , Yato x Hiyori oraz wprowadzaniu dodatkowych postaci, które będą niezbędne w dalszych częściach. 



Ale jak wyżej, obiecuję, że dla wszystkich fanów ''Yukkine rebel'' w tej powieści też się coś znajdzie. Czytajcie uważnie, a znajdziecie ;)


środa, 16 listopada 2016

Rodział 6 ‘’Twarze, białe włosy i tama’


* https://www.youtube.com/watch?v=rbpjzePsmlw&index=54&list=LLZo_wKaqImTb6QthZEb9xWQ *  

           
Niewidzialni chłopcy kontrastowali z wszechobecną brudną bielą okoloną bezdenną szarością świata. A pojedyncze płatki śniegu, kpiąc z boga, nadal identycznie jak tej pamiętnej nocy.

Kolejne zlecenie. Kolejne 5 jenów. Kolejny dzień bez Hiyori.
Minęły już cztery. Cztery cierpkie dni bez tej wiecznie uśmiechniętej, czasem nawet infantylnej dziewczynki, która tyle dla niego znaczyła. Yukkine był młody, a wiarę zabija się długo.
Wierzył, że dobro może jeszcze zwyciężyć.
Że sobie przypomni.
Mógłby to olać. Przecież go pamiętała. Przecież nawet raz przyszła pogadać. Ale…

Yato.
Nie mógł go tak zostawić. Pomijając to, że i tak nie miał wyboru (ryby i trupy głosu nie mają J ) to błękitnooki zwyczajnie sobie nie radził. Wykonali masę zleceń, wzbogacali się i plan wybudowania świątyni był coraz bliżej- ale z niego, jak z przekłutego balona, uciekało całe powietrze. Nie miał werwy, zadania wykonywał po prostu poprawnie, całe wieczory włóczył się, powodując, że Yukki nie mógł spać.
(Gdy pana trapią jakieś troski, oręż cierpi na bezsenność )
Tak, jakby on wiedział coś czego młody się nie domyślał.

To też męczyło nastolatka. Zimny Yato rozmawiał z nim, a tak naprawdę, wydawał tylko polecenia, ale nie było to takie jak kiedyś. Dopiero teraz widział jaką twarz może pokazać jego mistrz.
Ciekawe, która była prawdziwa…

Gdy wpadł mu na plecy automatycznie się wystraszył. Daikoku powiedział kiedyś: ‘’Miej się na baczności. Nigdy nie wiadomo co mu strzeli do łba’’. Ale Yato nie poruszał się.
Obszedł go dookoła.

- Nora.
Nie wyczuł jadu sączącego się z jego ust jak krew ze świeżej rany. Był zbyt rozradowany poznaniem imienia czarnowłosej piękności z huśtawki.

-Witaj, boże wojny i deprawacji Yaboku. Ile to już wieków?
Przyjrzał się stojącemu obok niej mężczyźnie. Z Norą łączyły go jakieś więzy podobieństwa, tak samo złowrogie oczy i staroświecki ubiór. Pewność siebie zauważalna z daleka.

-Za mało.
Znak rozjaśnił się. Stal obydwu mieczy błysnęła. A wszystko działo się szybko; idealna synchronizacja, zabójcza celność i ognista pasja.

Oczy dzieciaka były takie wielkie, choć tak chciał je zamknąć…

***

            Wybrzmiał dzwonek niczym najczystszy z dźwięków wolności. Młodzież wytoczyła się ze szkoły gwarnym tłumkiem. A wśród nich Ikki Hiyori.
Ostatnimi razy wiele zmieniło się w jej życiu. Ewidentnie coś nie grało. Brakowało czegoś.

Lub kogoś.

Łudząc się fałszywym szczęściem z wyzdrowienia (od kilku dni była rześka i ani razu nie odleciała) niby uważnie słuchała przyjaciółek.
Poczuła delikatne ukłucie gdy ją zobaczyła. Tajemnicza dziewczyna. Siwe włosy.

Ea Missum.

Koleżanki magicznie zniknęły. Podchodziła doń jakby tylko muskała podłoże, a cały świat rozmazywał się w barwach niedoszłego malarza. Zbliżyła się do rażąco zimnej skóry odczuwając w tym jakąś dziwną przyjemność. Chudziutkie palce przytuliły ją do siebie.

***
            Yato wykorzystywał go już wielokrotnie. Zabijali ayakashi, rozcinali więzi (ewentualnie smarowali masłem kanapki ;’) ), ale nigdy nie walczyli z bogiem i jego orężem. świętą bronią.
Krzyczał przy każdym uderzeniu.

Ale nie przestawali. Yato pozostał niewzruszony. Białe włosy do pasa, niczym wstęga podążały za nim. Nora jednak, choć idealnie posłuszna, była trochę zdziwiona. Czemu on tak przeżywa?...
Szybkim ciosem bóg wojny zmusił przeciwnika do odwrotu. Wpadli na pusty plac ani przez chwilę nie przerywając walki. Ani jedna kropelka potu nie spłynęła z idealnych skroni nie tłumiąc czystych dźwięków stali.
Rabo zaświecił czerwonym okiem, a śnieg zamienił się w wodne macki. Ale czymże jest lód w porównaniu do stali? Sparowane ostrza ugięły się pod ciężarem.

A błękitne oczy zaszły mgłą przeznaczenia.



***
            Poruszała  się delikatnie i zgrabnie nawet gdy nie biegła. Jakby pamiętała o dawno wypartym szacunku ludzi do Matki Ziemi.
            Nawet nie wiedziała kiedy znalazły się na tej ławeczce pod ośnieżoną wiśnią, gdzie często obserwowała z koleżankami zakochane parki.

-Nie jesteś szczęśliwa, choć byłaś.- stwierdziła po prostu.
Na nieszczęście, wzbudziła w Hiyori iskrę. A iskra przeszła do głowy budząc myśli.
Fala wspomnień uderzyła w tamę zapomnienia.

-Ja…- nie wiedziała co powiedzieć.
Czuła się… pusta. Wyprana z emocji, jak za wiele razy prany podkoszulek. Ale nie wiedziała dlaczego.
Przecież nic się nie zmieniło…

-Naprawdę nie pamiętasz.- nie była zaskoczona. Ujęła jej rączki w swoje delikatnie podnosząc kąciki ust.- Nie martw się. Pomogę.
Białe dłonie zbledły jeszcze bardziej, choć nie wiedziała, że to możliwe. Gdzieś w środku różowookiej rozpłynęło się ciepło, jak pierwszy promień słońca przedzierający się przez mrok.

Światło.
Błękitne oczy.
Ciepło.

W tamie pojawiła się niewielka wyrwa.

***

            Stal zarysowała beton. Wysokie buty zgniotły skwierczący śnieg.
A z mgły wyłonił się bóg wojny o oczach, które pochłaniały duszę i dłoniach deprawujących ciało.
Wargi białowłosego wygięły się we władczym uśmiechu.
-Chodź, zabij mnie!
Mała Nora mimowolnie się wzdrygnęła.

-YATO!
Stanął zdziwiony patrząc na miecz w swojej dłoni.

-Prze.. stań..
Cicho uwolnił broń ukazując zebranym przerażonego, powstrzymującego łzy Yukkine. Zamknął oczy.
Znów był sobą. Misja nieudana.

-Odejdź, bo spełnię Twoje życzenie! – powiedział zdecydowanie, ale bez gniewu.
Rabo skrzywił się nienawistnym wzrokiem mierząc blondynka.

- Jeżeli chcesz je odzyskać, wiesz gdzie szukać.
Nora podrzuciła malutką kulę tak, że przez chwilę zamarło mu serce. Gdy chwyciła bożka za rękę zniknęli.

-Nie czas na wyjaśnienia. –odparł Yato widząc minę chłopaka- Musimy znaleźć Hiyori. Grozi jej niebezpieczeństwo.

***
Zasiedziały się. Latarnie rzucały już długie cienie, gdy szły ramię w ramię po brukowanym chodniku.

-Hiyori!
Yukkine wyłonił się w nicości, zatrzymując się kilka centymetrów od nieźle zdziwionej twarzy.

-Pali się?
Był tak zasapany, że nie mógł odpowiedzieć od razu.

-Nie, gorzej… Jesteś w…

-Hym… - odchrząknął Yato zza jego pleców. 
Spojrzała na nowo przybyłego chłopca.

Poraziło ją światło latarni.
Znów ciepło…
Błękitne oczy.

-Odprowadź Hiyori do domu Yukkine.
Tego tonu nie dało się zakwestionować. Ochoczo chwycił koleżankę za nadgarstek odrywając się od pana, który tak mącił mu w głowie.

-Ty zostajesz.- błękit zmierzył się z zielenią- Pogadamy sobie.



***
Dziś dość krótko.

Jestem fanką podkręcania akcji do maksimum. Uwielbiam, gdy nie można oderwać się od lektury, dzięki odpowiedniemu zarysowaniu akcji i przedstawieniu postaci.
I, choć dopiero się uczę, to właśnie do tego dążę.

Fajnie by było gdyby i w prawdziwym życiu taka Ea przybiegła na pomoc.
Przydałaby się :)

Jeżeli Ci się podoba--> zostaw po sobie znak! 


wtorek, 1 listopada 2016

Rozdział 5 ‘’PS3, huśtawka i śpiąca królewna’’







Ten rozdział, chyba jeden z moich ulubionych, chciałabym zadedykować Mojrze. Chciałam już się poddać (tak, przy 3 rozdziale), a Ty zmotywowałaś mnie do pracy :D 
Bogowie są Ci wdzięczni ;)




* https://www.youtube.com/watch?v=7Ap_nc9ez3k* To mój ulubiony oppening na 'całym bożym świecie' Wsłuchajcie się w to szaleństwo okraszone błyskotliwym sarkazmem*


Topniejące płatki śniegu  na brązowych włosach okalały policzki różowe jak jej oczy. I ten uśmiech, zimny i obcy, jakby jedynie namalowany.

W korytarzu pojawił się Yaboku, jeszcze nic nie podejrzewając.

- O, Yukkine, nie wiedziałam, że oczekujesz gościa!- wyciągnęła rękę do dresa- Ikki Hiyori, miło poznać!

Nie przyjął powitania, zbytnio zaszokowany.

-Nieśmiały.- zwróciła się do Yukkiego, całkiem nie zniechęcona- Możesz go kiedyś zaprosić na PS3. Skończymy tą grę o zombie.

(Hiyori co tydzień zabiera blondyna do centrum handlowego i pozwala wziąć co zechce. Ostatnio kupili PS3, często razem grają).

-Zostawię was samych. – otworzyła drzwi wpuszczając lodowate powietrze.- Do jutra!

Był tak zdziwiony, że ledwo stał.

- Co jej się stało?!- zwrócił się do boga, który siadł na podwyższonym krawężniku i ukrył twarz w dłoniach.

-Te oczy…- Yukki nie widział jeszcze płaczącego pana, ale zdawało mu się, że dzis będzie ten ‘’pierwszy raz’’
-Widziałem je już wcześniej. Ona… zapomniała. Zapomniała o mnie…

Oręż nie czuje bezpośrednio trosk pana? Kłamstwo.
Dzieciakowi coś skręciło kiszki.

-W tak krótkim czasie? Wyszła tylko do sklepu…
To niemożliwe, prawda?!

Mimo, że czekał na odpowiedź nie otrzymał jej spod maski tych wielkich, błękitnych oczu z takim bólem wpatrzonych w drzwi.

            Kofku, ze zmarszczonymi brwiami, myślała intensywnie, w rytmie tylko sobie znanej melodii uderzając nóżkami o parkiet.

-Można coś zrobić?- Yukkine zwołał naradę w salonie i opowiedział o zajściu.

Siedzieli tam więc teraz; wypełniony jeszcze nadzieją Yukki, zamyslona Kofku, załamany Yato i chętny do działania Daikoku.
- Pójdę jutro do biblioteki, poszukam podpowiedzi.- powiedział ten ostatni zaciągając się nikotynową rozkoszą.- A jeżeli nie to spytamy Tengina. On zawsze pomaga.
Młody nie pytał kto to. Ważne, że mógł pomóc.

-To nic nie da.- głos różowej nabrał nagle ciemnej barwy.- Zapomniała tylko Yattka. To amnezja częściowa. Potrzebny jej bodziec.

-Co masz na myśli?- zapytał milczący do tąt Yato.

- Coś co wybudzi ją z letargu. Kwintesencja waszej znajomości.
Jeżeli to oczywiście amnezja.

Spojrzała na boga w dresie znacząco.
Ktoś mógł pomóc jej zapomnieć i on dobrze o tym wiedział.

***

Odwiedzili już wszystkie miejsca, w których bywali. Czarnowłosy bóg niestrudzenie tłumaczył jej jak go uratowała, pytał o ilość kelnerek w restauracji (znów odpowiedziała dwa ;-; ), zainicjował walkę z ayakashi na polu kapusty i przywołania Yukkine.
Nadal pusty wzrok i pusty uśmiech.

W końcu zatrzymali się, by odpocząć.

- Mieliście naprawdę świetne wspólne przygody.- odparła w końcu.- Chciałabym być wtedy z wami!

Załamany Yato kucnął na piętach.

- Ależ byłaś! Byłaś cały czas…

Yukki jeszcze próbował. Stał i tłumaczył, pokazując znak na barku, nawet cytując jej własne słowa. Potakiwała ze zwykłej grzeczności nic zapewne nie rozumiejąc.

‘’Coś co wybudzi ją z latargu.’’

Znał jeszcze jeden sposób.
Plan ‘’z’’ ostateczny, schowany dotąd w głębi podświadomości.
Nigdy wcześniej tego nie robił. Ale nie od wczoraj był bogiem, nie?

-Yukkine idź się gdzieś pokręcić.

-Ale ja tez chcę pomóc!- widząc jednak stanowczość oczu Yato odpuścił.
-Hiyori, Emm… mam ważną sprawę na mieście. Na razie!

Pomachała mu na odchodne, a z jej twarzy nie schodził ten pusty uśmiech. Podszedł od tyłu muskając jej ucho oddechem.

-Tylko się nie wystrasz.

***
            Yato na ogół był dziwny, co wiedział każdy kto trochę dłużej z nim przebywał. Sam dres i zachowanie czasem nie przystające przedszkolakowi- szanował mistrza, ale czasem po prostu nie dało się nie skomentować tego co robił.
Przed chwilą nie był jednak dziwny. Był straszny i władczy.

Taki za jakich Yukkine miał bogów za życia.

Przelotnie młody nawet wystraszył się, że zrobi coś biednej Hiyori, ale zaraz odgonił tę myśl.
Przecież go znał!

Jego wiara miała zostać zaraz zachwiana.

Z braku pomysłów siadł na pustej o tej godzinie huśtawce, odbijając się lekko nogami od ziemi. Nie myślał pogrążony w specyficznym letargu, jak człowiek wpatrzony w wahadło zegara.
Nie zauważył nawet gdy się zjawiła.

Podświadomie wiedział, że nie jest zwyczajną nastolatką.

Miała chyba tyle lat co on. Jej czarne, rozwiane włosy uporczywie przesłaniały spowite nutką tajemniczości piękne oczy.
Nie żeby jej to przeszkadzało.
Jej zgrabne ciałko okalał stary model yukkaty. Nie był typowym lalusiem patrzącym tylko na wygląd- przecież równie pięknie prezentowała się w tym modelu kontrastującym z włosami, z pasem pod kolor oczu.
Siadła na huśtawce obok bujając się wyżej niż on.

-Jesteś nowym orężem Yato.- stwierdziła.
Miała taki inny od reszty, niski głos.

-Rze.. czywiście.
Miała w sobie coś takiego, że zaczął się jąkać.

-Otórz widzisz.- spojrzała na zaciekawionego chłopca.- Ja też.
Przysłowiowa szczęka opadła mu na samą podłogę. Ale coś, jakaś przemożna siła, zakazała mu okazać zdziwienie.

-Ooo… nie wiedziałem, że Yato ma jakiś inny oręż. – spróbował się uśmiechnąć, co wyszło dość kiepsko- Witaj w spółce Yato!

Podał jej rękę. Przyjęła ją.
Głównie z ciekawości.

Nikt nie traktował jej w ten sposób.

-Powiedz Yukkine:
co robiłeś wcześniej?
Zamyślił się wpatrując w jej ruchomą sylwetkę.

-Nie mam pojęcia. Wiem, że umarłem. Długo unosiłem się w białej nicości. A potem był tylko Yato.

Już otworzyła usta, by zadać cios ostateczny. Nie spodziewała się takiego obrotu akcji.

-A Ty?- zapytał
- Długo z nim jesteś? I czemu nigdy o Tobie nie mówił?
Co miała zrobić? Powiedzieć prawdę?...
Zawsze robiła co jej kazano. Spełniała każdą zachciankę ojca.

Raz wybór należał do niej.

-Bardzo długo, dlatego mnie nie używa. Mieszkam gdzie indziej. – odparła prawie zgodnie z prawdą.
Szybko zeskoczyła z huśtawki zbliżając się do młodego.

Ładnie pachniał.

-Zapytaj o mnie Yaboku. I o nasze wspólne… osiągnięcia.
Niech Ci wyjawi największy sekret boga.

Rozpłynęła się w mroku pozostawiając go na pastwę myśli.

***

            Była leciutka, nawet w cielesnej formie. A może to go ponosiły hormony? …

Podskoczył z gracją lądując na kolejnym budynku. Zamarła, ale nie zamknęła oczu, zaszokowana, ale i zauroczona.

Jak za pierwszym razem, gdy to robił.

-To było… wow!

Zgrabne nóżki zeskoczyły na asfalt. Byli w parku, jaskrawe światła przebijały się przez ciemne korony ośnieżonych drzew.

-Chodź.- pociągnął ją za rękę.
Jeszcze nigdy nie był tak zdecydowany.

-Ładnie tu…- szepnęła.
I rzeczywiście było. Śnieg znów zaczął delikatnie sypać, a atmosfera zrobiła się magiczna. Jej wzrok przyciągała szczególnie granatowa tafla zroszona tysiącami płatków, niczym wierne odbicie nieba.

Ale on patrzył tylko na nią. Na różowe oczka przepełnione zachwytem, na podkreślające je, uwypuklone zimnem policzki. Ten prawdziwy uśmiech wypełniony dziecięcą radością, miękkie fale spadające kaskadami włosów.

Nie mógł jej stracić.
-Hiyori…- nie chciał się plątać. Takie rzeczy powinno się mówić jak należy.
Patrząc jej prosto w oczy urzeczywistnił myśli:- Dla Ciebie byłoby pewnie lepiej gdybyś mnie nie pamiętała. W końcu to i tak by się stało, a Ty nie zdążyłaś się jeszcze… przywiązać.
Ale ja tego nie zaakceptuję.
W jedną chwilę znalazł się obok, dalej mówiąc mrukliwym szeptem.
-Kiedyś, z parapetu jednej z chałup widziałem pewną bajkę. Była o dziewczynie, która zasnęła przez złą czarownicę, a książę obudził ją… pocałunkiem.
To powinno zadziałać.

Tak usilnie wmawiał sobie, że to nic, że naprawdę w to uwierzył.
Stała tuż tuż, tak osłupiała, że nie doszły do niej jeszcze czyny ukryte pod słowami.

-Tylko się nie ruszaj.

W tym momencie musicie pamiętać, że Yato to nie zwykły chłopak, a bóg. Nie znał pożądania jakie my znamy, ani miłosnego egoizmu.
Jeszcze nigdy nie kochał w ten sposób.
Chciał pocałować Ikki Hiyori, by pomóc jej sobie wszystko przypomnieć. Nie rozumiał konsekwencji takich czynów- tego, że nawet gdyby sobie przypomniała to w tym pocałunku zawsze widziałaby coś więcej, nigdy tego nie akceptując.
Tak się jednak nie stało.

Odepchnęła go, niezbyt delikatnie, gdy już czół jej płytki oddech.

-Kim pan jest?!
Proszę mnie zostawić!
I odbiegła. Śledził dziewczęcą kurteczkę wzrokiem.
Płacz? Tu nawet morze łez by nie pomogło.

Ale przeszło mu gdy zobaczył, tam w krzakach, ją.
Uśmiechniętą.
Podrzucającą nieuważnie małą, przeźroczystą kulkę.

Która była lekiem na jego cierpienie.


***
DLACZEGO YATORI? 


Yatori, czyli, jakby ktoś nie wiedział, parring Yatka i Hiyori to mój ulubiony, więc po prostu nie mogłam go tu nie wprowadzić. 
Jednak pomijając już moje odczucia, miliony fanartów;

I ogromną ilość fanfików (jeżeli chcecie w następnym poście podam linki do, moim zdaniem, najlepszych) ten parring ma rację bytu. 

Noragami to anime, a jak wiecie, romans w tym gatunku rządzi się swoimi prawami. Tą serię pokochałam właśnie dlatego, że jest ''głębsza'' i bardziej tajemnicza- nie podaje nam wszystkiego na tacy, ale skłania do przemyśleń. I oglądając trzeci czy czwarty raz serię można dostrzec mnóstwo wątków Yatori. Ja, swoją teorię spróbuję poprzeć tymi najoczywistszymi.


1. Pierwsze zapomnienie Hiyori 
 Rzeczywiście, tu można by się spierać. Bo może (jak w rozdziale powyżej) Yato chciał tylko odzyskać przyjaciółkę? Nie mógł sobie pozwolić na utratę jeszcze kogoś?
Ale takie sceny są, moim zdaniem, ważne. Mogą być zalążkiem uczucia, a na pewno świadczą o przywiązaniu. Biorąc pod uwagę, że Hiyori nie ma żadnych konkurentek, bóg w nastoletnim ciele łatwo może poczuć coś więcej :) 

2.Nieczyste zagranie Rabo


I tu już ciężko zaprzeczyć animcowej logice. Tak w ogóle to uwielbiam tą scenę. Tyle wnosi!
  • Sposób w jaki Yato obchodzi się w nieruchomym ciałem Ikki
  • Jego ''puchata chusteczka'' na jej dłoni (według logiki anime: daje fragment ubrania=kocha)
  • Nienawiść do tego, który ją skrzywdził (przecież wcześniej tak usilnie nie chciał zabić Rabo)
  • Gdy bohatersko rzuca się by ją ratować (!!!)
  • I, oczywiście, moment z gifu powyżej, gdy zaklęcie łamie jedynie jego zapach. 
Moim zdaniem już ją wtedy kochał. A zabronienie przez nią rozcięcia więzi i końcowe zdanie: ''Chcę z Tobą zostać na zawsze'' świadczy, że ona go też.
Ale nie wtedy było na to za wcześnie. Twórcy wiedzą co dobre i muszą jeszcze trochę to rozkręcić.


3. Oppening 2 sezonu


Bardzo szybko pokazana sena (zdjęcie powyżej) oppeningu jest najmniej sugestywna ze wszystkich. Np. w Soul Eater dwie główne postaci też zostały pokazane razem, ba, trzymając się za ręce, a nie zaiskrzyło między nimi (przynajmniej z tego co wiem).
Moim zdaniem jednak obydwa oppeningi i endingi są mocno nastawione na Yatori. Tak jak z resztą cała seria- nie otwarcie, ale dzięki niewielkim sugestią pokazuje nam uczucia i perypetie bohaterów.
Macie tu linki, oceńcie sami;
https://www.youtube.com/watch?v=aZenmeRytEM --> 1:08. Zwróćcie uwagę na przedstawienie bohaterów
https://www.youtube.com/watch?v=GrwIR237IK4 --> 0; 55 Wzrok Yatka. No cudo <3 

4. W krainie ciemności

To chyba najbardziej sugestywna scena. Izanami, królowa ciemności, zamienia się w osobę ''najbardziej drogą patrzącemu'' a Yato zobaczył Hiyori (tak prawie. chcecie się dowiedzieć od kogo korale we włosach? piszcie w kom!), która jednoznacznie chciała go pocałować.
A on? Stoi bez ruchu, cały czerwony, ale jej nie odpycha. To w anime oznacza jedno :D

Mam nadzieję, że przekonałam niedowiarków. Yatori górą!
A, jeżeli jak ja, jesteś fanem tego parringu, wejdź na mojego pierwszego posta- choć po angielsku jest tam coś co może urzec niejednego. Uwaga są tam spojlery! 


Rozdział 5 ‘’PS3, huśtawka i śpiąca królewna’’







Ten rozdział, chyba jeden z moich ulubionych, chciałabym zadedykować Mojrze. Chciałam już się poddać (tak, przy 3 rozdziale), a Ty zmotywowałaś mnie do pracy :D 
Bogowie są Ci wdzięczni ;)




* https://www.youtube.com/watch?v=7Ap_nc9ez3k* To mój ulubiony oppening na 'całym bożym świecie' Wsłuchajcie się w to szaleństwo okraszone błyskotliwym sarkazmem*


Topniejące płatki śniegu  na brązowych włosach okalały policzki różowe jak jej oczy. I ten uśmiech, zimny i obcy, jakby jedynie namalowany.

W korytarzu pojawił się Yaboku, jeszcze nic nie podejrzewając.

- O, Yukkine, nie wiedziałam, że oczekujesz gościa!- wyciągnęła rękę do dresa- Ikki Hiyori, miło poznać!

Nie przyjął powitania, zbytnio zaszokowany.

-Nieśmiały.- zwróciła się do Yukkiego, całkiem nie zniechęcona- Możesz go kiedyś zaprosić na PS3. Skończymy tą grę o zombie.

(Hiyori co tydzień zabiera blondyna do centrum handlowego i pozwala wziąć co zechce. Ostatnio kupili PS3, często razem grają).

-Zostawię was samych. – otworzyła drzwi wpuszczając lodowate powietrze.- Do jutra!

Był tak zdziwiony, że ledwo stał.

- Co jej się stało?!- zwrócił się do boga, który siadł na podwyższonym krawężniku i ukrył twarz w dłoniach.

-Te oczy…- Yukki nie widział jeszcze płaczącego pana, ale zdawało mu się, że dzis będzie ten ‘’pierwszy raz’’
-Widziałem je już wcześniej. Ona… zapomniała. Zapomniała o mnie…

Oręż nie czuje bezpośrednio trosk pana? Kłamstwo.
Dzieciakowi coś skręciło kiszki.

-W tak krótkim czasie? Wyszła tylko do sklepu…
To niemożliwe, prawda?!

Mimo, że czekał na odpowiedź nie otrzymał jej spod maski tych wielkich, błękitnych oczu z takim bólem wpatrzonych w drzwi.

            Kofku, ze zmarszczonymi brwiami, myślała intensywnie, w rytmie tylko sobie znanej melodii uderzając nóżkami o parkiet.

-Można coś zrobić?- Yukkine zwołał naradę w salonie i opowiedział o zajściu.

Siedzieli tam więc teraz; wypełniony jeszcze nadzieją Yukki, zamyslona Kofku, załamany Yato i chętny do działania Daikoku.
- Pójdę jutro do biblioteki, poszukam podpowiedzi.- powiedział ten ostatni zaciągając się nikotynową rozkoszą.- A jeżeli nie to spytamy Tengina. On zawsze pomaga.
Młody nie pytał kto to. Ważne, że mógł pomóc.

-To nic nie da.- głos różowej nabrał nagle ciemnej barwy.- Zapomniała tylko Yattka. To amnezja częściowa. Potrzebny jej bodziec.

-Co masz na myśli?- zapytał milczący do tąt Yato.

- Coś co wybudzi ją z letargu. Kwintesencja waszej znajomości.
Jeżeli to oczywiście amnezja.

Spojrzała na boga w dresie znacząco.
Ktoś mógł pomóc jej zapomnieć i on dobrze o tym wiedział.

***

Odwiedzili już wszystkie miejsca, w których bywali. Czarnowłosy bóg niestrudzenie tłumaczył jej jak go uratowała, pytał o ilość kelnerek w restauracji (znów odpowiedziała dwa ;-; ), zainicjował walkę z ayakashi na polu kapusty i przywołania Yukkine.
Nadal pusty wzrok i pusty uśmiech.

W końcu zatrzymali się, by odpocząć.

- Mieliście naprawdę świetne wspólne przygody.- odparła w końcu.- Chciałabym być wtedy z wami!

Załamany Yato kucnął na piętach.

- Ależ byłaś! Byłaś cały czas…

Yukki jeszcze próbował. Stał i tłumaczył, pokazując znak na barku, nawet cytując jej własne słowa. Potakiwała ze zwykłej grzeczności nic zapewne nie rozumiejąc.

‘’Coś co wybudzi ją z latargu.’’

Znał jeszcze jeden sposób.
Plan ‘’z’’ ostateczny, schowany dotąd w głębi podświadomości.
Nigdy wcześniej tego nie robił. Ale nie od wczoraj był bogiem, nie?

-Yukkine idź się gdzieś pokręcić.

-Ale ja tez chcę pomóc!- widząc jednak stanowczość oczu Yato odpuścił.
-Hiyori, Emm… mam ważną sprawę na mieście. Na razie!

Pomachała mu na odchodne, a z jej twarzy nie schodził ten pusty uśmiech. Podszedł od tyłu muskając jej ucho oddechem.

-Tylko się nie wystrasz.

***
            Yato na ogół był dziwny, co wiedział każdy kto trochę dłużej z nim przebywał. Sam dres i zachowanie czasem nie przystające przedszkolakowi- szanował mistrza, ale czasem po prostu nie dało się nie skomentować tego co robił.
Przed chwilą nie był jednak dziwny. Był straszny i władczy.

Taki za jakich Yukkine miał bogów za życia.

Przelotnie młody nawet wystraszył się, że zrobi coś biednej Hiyori, ale zaraz odgonił tę myśl.
Przecież go znał!

Jego wiara miała zostać zaraz zachwiana.

Z braku pomysłów siadł na pustej o tej godzinie huśtawce, odbijając się lekko nogami od ziemi. Nie myślał pogrążony w specyficznym letargu, jak człowiek wpatrzony w wahadło zegara.
Nie zauważył nawet gdy się zjawiła.

Podświadomie wiedział, że nie jest zwyczajną nastolatką.

Miała chyba tyle lat co on. Jej czarne, rozwiane włosy uporczywie przesłaniały spowite nutką tajemniczości piękne oczy.
Nie żeby jej to przeszkadzało.
Jej zgrabne ciałko okalał stary model yukkaty. Nie był typowym lalusiem patrzącym tylko na wygląd- przecież równie pięknie prezentowała się w tym modelu kontrastującym z włosami, z pasem pod kolor oczu.
Siadła na huśtawce obok bujając się wyżej niż on.

-Jesteś nowym orężem Yato.- stwierdziła.
Miała taki inny od reszty, niski głos.

-Rze.. czywiście.
Miała w sobie coś takiego, że zaczął się jąkać.

-Otórz widzisz.- spojrzała na zaciekawionego chłopca.- Ja też.
Przysłowiowa szczęka opadła mu na samą podłogę. Ale coś, jakaś przemożna siła, zakazała mu okazać zdziwienie.

-Ooo… nie wiedziałem, że Yato ma jakiś inny oręż. – spróbował się uśmiechnąć, co wyszło dość kiepsko- Witaj w spółce Yato!

Podał jej rękę. Przyjęła ją.
Głównie z ciekawości.

Nikt nie traktował jej w ten sposób.

-Powiedz Yukkine:
co robiłeś wcześniej?
Zamyślił się wpatrując w jej ruchomą sylwetkę.

-Nie mam pojęcia. Wiem, że umarłem. Długo unosiłem się w białej nicości. A potem był tylko Yato.

Już otworzyła usta, by zadać cios ostateczny. Nie spodziewała się takiego obrotu akcji.

-A Ty?- zapytał
- Długo z nim jesteś? I czemu nigdy o Tobie nie mówił?
Co miała zrobić? Powiedzieć prawdę?...
Zawsze robiła co jej kazano. Spełniała każdą zachciankę ojca.

Raz wybór należał do niej.

-Bardzo długo, dlatego mnie nie używa. Mieszkam gdzie indziej. – odparła prawie zgodnie z prawdą.
Szybko zeskoczyła z huśtawki zbliżając się do młodego.

Ładnie pachniał.

-Zapytaj o mnie Yaboku. I o nasze wspólne… osiągnięcia.
Niech Ci wyjawi największy sekret boga.

Rozpłynęła się w mroku pozostawiając go na pastwę myśli.

***

            Była leciutka, nawet w cielesnej formie. A może to go ponosiły hormony? …

Podskoczył z gracją lądując na kolejnym budynku. Zamarła, ale nie zamknęła oczu, zaszokowana, ale i zauroczona.

Jak za pierwszym razem, gdy to robił.

-To było… wow!

Zgrabne nóżki zeskoczyły na asfalt. Byli w parku, jaskrawe światła przebijały się przez ciemne korony ośnieżonych drzew.

-Chodź.- pociągnął ją za rękę.
Jeszcze nigdy nie był tak zdecydowany.

-Ładnie tu…- szepnęła.
I rzeczywiście było. Śnieg znów zaczął delikatnie sypać, a atmosfera zrobiła się magiczna. Jej wzrok przyciągała szczególnie granatowa tafla zroszona tysiącami płatków, niczym wierne odbicie nieba.

Ale on patrzył tylko na nią. Na różowe oczka przepełnione zachwytem, na podkreślające je, uwypuklone zimnem policzki. Ten prawdziwy uśmiech wypełniony dziecięcą radością, miękkie fale spadające kaskadami włosów.

Nie mógł jej stracić.
-Hiyori…- nie chciał się plątać. Takie rzeczy powinno się mówić jak należy.
Patrząc jej prosto w oczy urzeczywistnił myśli:- Dla Ciebie byłoby pewnie lepiej gdybyś mnie nie pamiętała. W końcu to i tak by się stało, a Ty nie zdążyłaś się jeszcze… przywiązać.
Ale ja tego nie zaakceptuję.
W jedną chwilę znalazł się obok, dalej mówiąc mrukliwym szeptem.
-Kiedyś, z parapetu jednej z chałup widziałem pewną bajkę. Była o dziewczynie, która zasnęła przez złą czarownicę, a książę obudził ją… pocałunkiem.
To powinno zadziałać.

Tak usilnie wmawiał sobie, że to nic, że naprawdę w to uwierzył.
Stała tuż tuż, tak osłupiała, że nie doszły do niej jeszcze czyny ukryte pod słowami.

-Tylko się nie ruszaj.

W tym momencie musicie pamiętać, że Yato to nie zwykły chłopak, a bóg. Nie znał pożądania jakie my znamy, ani miłosnego egoizmu.
Jeszcze nigdy nie kochał w ten sposób.
Chciał pocałować Ikki Hiyori, by pomóc jej sobie wszystko przypomnieć. Nie rozumiał konsekwencji takich czynów- tego, że nawet gdyby sobie przypomniała to w tym pocałunku zawsze widziałaby coś więcej, nigdy tego nie akceptując.
Tak się jednak nie stało.

Odepchnęła go, niezbyt delikatnie, gdy już czół jej płytki oddech.

-Kim pan jest?!
Proszę mnie zostawić!
I odbiegła. Śledził dziewczęcą kurteczkę wzrokiem.
Płacz? Tu nawet morze łez by nie pomogło.

Ale przeszło mu gdy zobaczył, tam w krzakach, ją.
Uśmiechniętą.
Podrzucającą nieuważnie małą, przeźroczystą kulkę.

Która była lekiem na jego cierpienie.


***
DLACZEGO YATORI? 


Yatori, czyli, jakby ktoś nie wiedział, parring Yatka i Hiyori to mój ulubiony, więc po prostu nie mogłam go tu nie wprowadzić. 
Jednak pomijając już moje odczucia, miliony fanartów;

I ogromną ilość fanfików (jeżeli chcecie w następnym poście podam linki do, moim zdaniem, najlepszych) ten parring ma rację bytu. 

Noragami to anime, a jak wiecie, romans w tym gatunku rządzi się swoimi prawami. Tą serię pokochałam właśnie dlatego, że jest ''głębsza'' i bardziej tajemnicza- nie podaje nam wszystkiego na tacy, ale skłania do przemyśleń. I oglądając trzeci czy czwarty raz serię można dostrzec mnóstwo wątków Yatori. Ja, swoją teorię spróbuję poprzeć tymi najoczywistszymi.


1. Pierwsze zapomnienie Hiyori 
 Rzeczywiście, tu można by się spierać. Bo może (jak w rozdziale powyżej) Yato chciał tylko odzyskać przyjaciółkę? Nie mógł sobie pozwolić na utratę jeszcze kogoś?
Ale takie sceny są, moim zdaniem, ważne. Mogą być zalążkiem uczucia, a na pewno świadczą o przywiązaniu. Biorąc pod uwagę, że Hiyori nie ma żadnych konkurentek, bóg w nastoletnim ciele łatwo może poczuć coś więcej :) 

2.Nieczyste zagranie Rabo


I tu już ciężko zaprzeczyć animcowej logice. Tak w ogóle to uwielbiam tą scenę. Tyle wnosi!
  • Sposób w jaki Yato obchodzi się w nieruchomym ciałem Ikki
  • Jego ''puchata chusteczka'' na jej dłoni (według logiki anime: daje fragment ubrania=kocha)
  • Nienawiść do tego, który ją skrzywdził (przecież wcześniej tak usilnie nie chciał zabić Rabo)
  • Gdy bohatersko rzuca się by ją ratować (!!!)
  • I, oczywiście, moment z gifu powyżej, gdy zaklęcie łamie jedynie jego zapach. 
Moim zdaniem już ją wtedy kochał. A zabronienie przez nią rozcięcia więzi i końcowe zdanie: ''Chcę z Tobą zostać na zawsze'' świadczy, że ona go też.
Ale nie wtedy było na to za wcześnie. Twórcy wiedzą co dobre i muszą jeszcze trochę to rozkręcić.


3. Oppening 2 sezonu


Bardzo szybko pokazana sena (zdjęcie powyżej) oppeningu jest najmniej sugestywna ze wszystkich. Np. w Soul Eater dwie główne postaci też zostały pokazane razem, ba, trzymając się za ręce, a nie zaiskrzyło między nimi (przynajmniej z tego co wiem).
Moim zdaniem jednak obydwa oppeningi i endingi są mocno nastawione na Yatori. Tak jak z resztą cała seria- nie otwarcie, ale dzięki niewielkim sugestią pokazuje nam uczucia i perypetie bohaterów.
Macie tu linki, oceńcie sami;
https://www.youtube.com/watch?v=aZenmeRytEM --> 1:08. Zwróćcie uwagę na przedstawienie bohaterów
https://www.youtube.com/watch?v=GrwIR237IK4 --> 0; 55 Wzrok Yatka. No cudo <3 

4. W krainie ciemności

To chyba najbardziej sugestywna scena. Izanami, królowa ciemności, zamienia się w osobę ''najbardziej drogą patrzącemu'' a Yato zobaczył Hiyori (tak prawie. chcecie się dowiedzieć od kogo korale we włosach? piszcie w kom!), która jednoznacznie chciała go pocałować.
A on? Stoi bez ruchu, cały czerwony, ale jej nie odpycha. To w anime oznacza jedno :D

Mam nadzieję, że przekonałam niedowiarków. Yatori górą!
A, jeżeli jak ja, jesteś fanem tego parringu, wejdź na mojego pierwszego posta- choć po angielsku jest tam coś co może urzec niejednego. Uwaga są tam spojlery!