sobota, 24 grudnia 2016

Świąteczna ova








Choinkowe światełka rozjaśniały półmrok. Zapach wigilijnych potraw łechtał podniebienie.

            Zimno wypełniło dom gdy Ikki Hiyori otworzyła raptownie drzwi. W dłoniach trzymała worki napakowane jedzeniem. I, choć tak ciepło ubrana, policzki miała zaróżowione. Bynajmniej nie z zimna!

-Czemu to robimy Yato? – zapytał Yukki w pokoju obok.
Gdy zdradzili współlokatorom swoje tegoroczne świąteczne plany Kofku wpadła w szał zakupów. Teraz cały salon, ba!, cały dom, zawalone były różnokolorowymi łańcuchami i świecidełkami (oczywiście z przewagą różowych). Nawet Daikoku się udzielił- kupił największą choinkę jaką znalazł i przytachał do domu. Mina sprzedawcy była bezcenna J.

- Czemu obchodzimy święta?
Młody przytaknął.

-A co robisz jak wchodzisz do świątyni obcego bóstwa?
Zamyślił się.

- No chyba… modlę.

-Właśnie. Dla chrześcijan to jedno z najważniejszych świąt w roku. W ten sposób wyrażamy szacunek innym religiom.
I jest żarełko!~
Yukki uśmiechnął się pod nosem. Choć nigdy wcześniej nie obchodził świąt (a przynamniej tego nie pamiętał) wydawało mu się to miłe. Choinka, prezenty, a co najważniejsze bycie razem- ten Yato, choć raz wpadł na mądry pomysł.

Złapał ją w ostatnim momencie. I już chciał skrzyczeć swojego pana za nieuwagę, ale pojął jej powód. Do pokoju weszła Hiyori.
Nie zważając na reakcję chłopców podeszła do radia włączając w nim jakąś angielską stację.

‘’I don't want a lot for Christmas 
There's just one thing I need ‘’

Szybko włożyła  Yukkine czerwoną czapkę, taką samą jaką miała na głowie i stanęła na paluszkach przed Yato by założyć mu podobną. Oboje się uśmiechnęli.

- Pięknie wyglądasz.
Nie zdawała sobie sprawy jak dobrze leży na niej ta błękitna, rozkloszowana u dołu sukieneczka podkreślana rajtuzami w kropeczki.

-Dziękuję…- zarumieniła się. I na jego policzkach pojawił się róż.
Przez chwilę patrzyli sobie w oczy.

‘’Last Christmas 
I gave you my heart 
But the very next day 
you gave it away ‘’
 Piosenka w radiu zmieniła się, a oni zaczęli ubierać choinkę. Ile było przy tym śmiechu! Odbyło się polowanie na boga- Yukkine i Hiyori zasadzili się na Yaboku obsypując go sztucznym śniegiem i związując łańcuchami. W odwecie ganiał ich po całym domu z wybuchowym konfetti. Do zabawy przyłączyć się chciała Kofku, ale jej opiekun przytrzymał ją przy lepieniu uszek (była to kara za wydanie całych oszczędności na różowe łańcuchy).
W końcu, trochę za bardzo kolorowa i obładowana, ale piękna choinka była prawie gotowa. Została tylko gwiazda na czubek.

- To robota godna boga!- krzyknął czarnowłosy podnosząc gwiazdę z czcią.

- Widzę tu tylko jakiegoś dresa.
Hiyori zgrabnie odebrała mu ozdobę, którą Yato odzyskał po chwili podnosząc ją wysoko poza pole zasięgu dziewczyny. Ale ona nie zamierzała odpuścić podskakując coraz wyżej i wyżej. Przekomarzał się z nią jeszcze chwilę, przerzucając gwiazdę z ręki do ręki.
Ale ‘’gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta’’- blondynek jednym ruchem zabrał czubek, wszedł na krzesło i z tryumfalnym śmiechem zakończył dzieło.
Odsunęli się z perspektywy patrząc na choinkę. Idealna. Bo ich.



         Kofku, jak mała dziewczynka wyglądała przez okno.

-Ehh, niebo jest tak zachmurzone, że z gwiazdki nici. –zasmuciła się.

- To nic, zaczniemy bez niej. – odparł wchodzący do pokoju Daikoku z parującą tacą.

-Ooo, co tam masz?- zaciekawił się Yato.

-Łapy precz! Najpierw opłatek.

Białe listki szybko znikły połamane między zebranych. Był jednak mały, tyci problem- jeszcze nigdy nie składali takich życzeń. My, obchodzący święta co roku, mamy jakieś wyuczone formułki, nawet całkiem uniwersalne. Ale oni, po raz pierwszy poznający magię świąt nie wiedzieli co mają powiedzieć.

- Em…- podrapał się po głowie.- Hiyori, to ja…
Kofku zachichotała cicho.

-Patrzcie w górę ko-cha-ni~!
Nad głowami tej parki wisiała (różowa, bo jak inaczej J ) jemioła.
Oboje spalili raka.
Od niezręcznej sytuacji uratował ich dzwonek.
-Otworzę.- krzyknęła boginka.
Radosne dźwięki Kolendy przerwał jej śmiech.
-Chodź, chodź kochanie! Słuchajcie, gwiazdka przybyła.

Kto inny mógłby to być jak Ea Missum. W prostej, złotawej sukieneczce, ciemnym bolerku i (o dziwo) czerwonej czapeczce. Nie widzieli jej od nocy bitwy z Rabo, ale wcale się nie zmieniła.

- Czy… jest tu może miejsce dla nieoczekiwanego gościa?
Otrzymała odpowiedź, zaciągnięta do stołu i zalana otokiem słów. Atmosfera od razu się rozluźniła.
I złożyli sobie najpiękniejsze jakie umieli życzenia, pośpiewali trochę kolęd. Yato zachwycił wszystkich swoim głosem, czego nie można było powiedzieć o tańcu. Kofku fałszowała uroczo, a Daikoku zagłuszał wszystkich niskim basem. Hiyori jako jedyna poprawnie wypowiadała angielskie słowa.
Śpiew Ei rozjaśniał mrok.

Potem zasiedli do wieczerzy. I, choć barszcz zastąpił ramen, a karpia sushi, nie o to chodziło. Chodziło o ich uśmiechy, dumną pozę ciągle komplementowanego kucharza Daikoku i Hiyori upominającą za szybko jedzącego Yato. Chodziło o blask w oczach Yukkine.

-A teraz czas na prezenty!- wydarł się Yato, jak małe dziecko rzucając w stronę choinki.
By nie zabić jego wiary, kupili prezenty ukradkiem, podrzucając je pod choinkę. Na szczeście nic nie zauważył.

Może i wydała wszystkie pieniądze, ale w słusznej sprawie. Mówiły to ich miny, gdy rozpakowywali kolejne paczki.

-Ale czad!- Yukkine aż cały błyszczał trzymając w rękach wymarzoną konsolę.- Dzięki Ko… to znaczy Święty Mikołaju.

-Yukki, dasz się czasem zabawić?- podpełzł doń Yato.

-Nigdy! Zepsujesz to swoimi zapoconymi łapami!
Bóg udawał rozpacz, a kolejne prezenty zostawały odpakowywane. Kofku dostała różową świnkę skarbonkę (aby nauczyć się oszczędzać) i kilka książek. Daikoku wymachiwał swoją nową patelnią, z której ogromnie się ucieszył.

- A ja to co? ;-;
Kofku spojrzała na kompana przerażona. Rzeczywiście, zapomniała o Yatku!

-Tu jest.- uśmiechnęła się Hiyori wyciągając małą paczuszkę zza pleców.- Wesołych Świąt Yato!

-To…- jego oczy robiły się coraz większe i większe.
To. Był. DRES.
Ale nie zwykły dres. Czarny z białymi paskami, bardzo elegancki (xd) z białym napisem ‘’Yatosizm’’ na plecach i małą, złotą koroną na piersi.
Dosłownie go zatkało.

-‘’Yatosizm’’?

-To nazwa Twojej religii.- uśmiechnęła się.
Przytulił nabytek do piersi chwytając Hiyori za ramiona.
-Kobieto! Ty wiesz co dobre!

Potem ona rozpakowała swój prezent. Wszystkie walki jej mistrza na CD!
Kofku musiała chwilę ją powachlować, bo myślała, że zemdleje.
Tylko jedna osoba pozostała nie obdarowana.
- Dla Ciebie też coś mam słońce!
Ea wydawała się naprawdę zdziwiona.

-Nie trzeba było…

-Nie gadaj, tylko otwieraj!
Wyjątkowo delikatnie rozdarła paczuszkę.
W środku była brązowa ramka kryjąca zdjęcie całej paczki, które Ea rozbiła kilka tygodni wcześniej. Różowy marker głosił:
’’Dziękujemy za Twoją przyjaźń!
Kofku. Daikoku. Hiyori. YATO ‘’

W dzieczęcych oczach stanęły łzy.

-To najlepsze święta jakie obchodziłam w życiu!


Jednogłośnie się z nią zgodzili. 

Wesołych świąt kochani!

sobota, 17 grudnia 2016

Rozdział 10; Rozmowy i misja

 *https://www.youtube.com/watch?v=kC08aRzwgJQ*- w końcu coś wesołego :P

Chmury odsłoniły w końcu niebo nadając mu kolor indygo. Złoto promieni przedarło się przezeń oświetlając uwolnione od mroku umysły.

                      Przyjął kubek orzeźwiającego napoju z wdzięcznością. Kofku uśmiech nie schodził z twarzy. Jak dobrze po tylu dniach ciemności ujrzeć światło!

Wyszła, by razem z Daikoku oglądać wstające słońce. Nie tylko jej ból się skończył- sługę też nawiedził spokój.

Uniósł porcelanę do ust rozkoszując się jej jedynym w swoim rodzaju, boskim smakiem. Jego błękitne oczy przesuwały się ciekawie po pozostałych.

Yukkine był na przemian wykończony, zaskoczony i szczęśliwy, jakby nie dotarło jeszcze do niego, że to wszystko nie było snem. Nie Yukki, to prawa, choć i Twojemu panu zajęło  chwilę, by to pojąć. Kolorowy kubek obijał się co chwilę w toaście o szklaneczkę Hiyori.

No właśnie. Hiyori.

Przez całą drogę wypytywała. Chciała wiedzieć wszystko, od pierwszego spotkania aż do najmniej ważnych szczegółów. Po jakimś czasie zaczęła kończyć za nich zdania, a dawno przerwana tama odeszła w niepamięć. Wspomnienia Hiyori były teraz jak czyta tafla jeziora.

Ale coś niepokoiło tą dwójkę. Nie wychwyciło by tego ludzkie oko, acz sprawny wzrok boga nie przegapił sprawy- ciągle zerkali na nią.

Siedziała w kąciku, nieobecna Ea Missum. Najmniej zmęczona z nich wszystkich, choć po największym wysiłku, przeczesywała splątane włosy palcami. Kofku zaoferowała jej prysznic, który przyjęła z godną dziecka radością. Jej ciało wydzielało teraz przyjemny różany zapach.

Chyba nadszedł w końcu czas rozwiązania jej zagadki.

-Ea.
Spojrzała na Yato tymi wielkimi oczami. O dziwo, wydawały się radosne.

-Po co tu jesteś?
W pomieszczeniu natychmiast zrobiło się cicho.

Dłonie przeczesujące włosy opadły na kolana.

-To bardzo ciężkie pytanie boże Yato. Chyba każdy żyje z innego powodu.

-Nie o to chodziło.- wtrąciła się Hiyori. Dlaczego tu jesteś? Czemu z nami rozmawiasz i ratujesz. Co od nas chcesz.

Spojrzała tymi pełnymi wątpliwości oczami po zgromadzonych.
-Jestem niewidoczna dla świata.- szepnęła.- Istnieję, ale nie ma przy mnie nikogo, więc to tylko egzystencja. Ostatnio poczułam się szczególnie samotna…
Gdy tylko o Was usłyszałam zapragnęłam was odnaleźć. Mogę czasem przyjść porozmawiać...
Jeżeli zechcecie. 

Spuściła główkę zawstydzona własną próżnością.
Chciała tylko… porozmawiać? ‘’Zatkało ich’’ to mało powiedziane. Ten cały trud i energia, tylko po rzecz tak małą?

Nagłe wzruszenie wstrząsnęło jej duszą.

-Witaj w spółce Yato!
Dłoń Hiyori ujęła silnie bladą pomagając jej wstać.

A po twarzach wszystkich przetoczył się uśmiech.



            Jednak w hallu Domu Bóstw nadal panowało wielkie poruszenie. Zgłuszone szepty i przepychanki omijały jednak boginię w czarnym płaszczu, której włosy skrzyły na wietrze.

Była najwyższą boginią wojny. Sam ten przydomek nie zachęcał do zwady z nią.

A może to odwieczne starania świętego oręża przyczyniły się do jej względnego spokoju?...

Dziś jednak i ona była jakaś bardziej spięta niż zazwyczaj. To było oczywiste- wydarzyła się przecież rzecz okropna. Zginął Bóg.
Kazuma westchnął cicho. Jakiś bożek od siedmiu boleści przestał pustoszyć Bliski Brzeg, a oni robią wielką aferę. I jeszcze niepokoją Veenę…

W końcu wszystko umilkło. Kolumny świateł roztarły kontury postaci.
Rozpoczęło się Boskie Zgromadzenie.

- Witajcie bracia i siostry.- odezwał się tubalny głos. – Zgromadziliśmy się dziś w sprawie nie cierpiącej zwłoki.
Wszyscy pamiętamy bożka śmierci, Rabo, swojego czasu siejącego na Ziemi chaos.
Po sali przetoczył się szept. Niektórzy młodsi bogowie rzeczywiście mogli go nie pamiętać, przecież wieść o nim przepadła ze trzy stulecia wcześniej.
Głos kontynuował:

- Dzisiejszego ranka został on zamordowany. Sprawca pozostaje nieznany.
Szepty narosły na sile. Spojrzał na Vennę. Trochę mocniej zaciśnięte wargi, ten wyraz twarzy- po wiekach obserwacji czytał z niej jak z otwartej księgi.
Był pod wrażeniem jej pozornego spokoju.

- A cóż nam do tego?- odezwała się damski skrzekliwy głos.

- Nie każdy może zabić boga. Może to zrobić tylko inny przedstawiciel rasy.
Dlatego was tu wszystkich zebraliśmy.
Teraz już nikt nie szeptał. Głosy sprzeciwu poniosły się po sali. Sam by się nie odezwał, to przecież nie przystoi…
I Bishamonten stała w tej samej pozycji, nieporuszona.

- Czyżbyście posądzali nas o ten haniebny uczynek?- nikt nie śmiał mówić razem z nim. Wzbudzał strach, choć słyszeli jedynie ten głęboki, przechodzący do cna głos. – Wszyscy wiemy, że to nikt z nas.
Czyli morderca hasa na wolności.

Ostatnie słowa zawisły w powietrzu niczym groźba.

- Tak być nie może!- piski wysokich tonów prawie raniły uszy.- Wiem, że ten bożek wiele dobra nie uczynił, ale może nie chodzić o niego. My możemy być następni!
Ktoś musi powstrzymać tego zabójcę bogów!

-Rzeczywiście.- odparł gospodarz.- Ktoś musi go pojąć, choćby dla wyjaśnienia sytuacji.
Czy któreś z was bogowie chce się podjąć tej misji?

Nie zdążył zareagować.
Zaciśnięcie pięści, krok na przód. Wiedział co się teraz stanie.

- Zgłaszam się.

-Czy to Ty, Szanowna Bishamonten? Cóż…
Miałbym obiekcje co do Twojej kandydatury…

Nagły przypływ emocji kazał Kazumie ratować honor pani. Uciszyła go gestem dłoni.

- Nadaję się do tego zadania lepiej niż ktokolwiek na tej sali. Mam wielowiekowe doświadczenie tropicielskie, a ilość moich sług zwiększy wydajność.
Proszę mi pozwolić. Wywiążę się z  powierzonego mi zadania, to Obietnica boga.

Obietnica boga była wartością niepodważalną. Nie mogli odmówić, gdy takie słowa wypowiadała najwyższa bogini wojny.

-Niech się dzieje nasza wola. Znajdź go Bishamonten i przyprowadź pod sprawiedliwy osąd.
Tak rozpoczęła się spirala, która wypaść miała z obiegu ponosząc za sobą rzesze bólu i śmierci.

            Wybiegł za nią, podążając za tak dobrze znanymi włosami. Nie śmiał kwestionować jej słów, ale, boże, co wyprawia ta kobieta?
Czy nie mogła choć spytać swego sługi o radę?...

-Veena… dlaczego to zrobiłaś?
Przyspieszyła kroku, a złoto oplotło sylwetkę.

- Wiem kto to.


Yato szykuj się. 

------------------------------------------------------------------------------------

Z radością pragnę ogłosić;

KONIEC 1 SEZONU! 

Dziękuję za Waszą uwagę :D Ale jeszcze się nie żegnamy, halo, halo! Czekajcie na niespodziankę ;) 

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Rozdział 9; Złote włosy, głazy i ''ładny zapach''





Czarne chmury zaszły świat.
Brązowe włosy zmierzwiły na karku, gdy uświadomił sobie co to znaczy.


            -Szanowna Bishamonten…
Podniosła dłoń pokazując by poczekał. Złote włosy odbijały refleksy pojedynczych promieni słońca. Jej przeczucia stłumione były sprawami lotniejszej wagi. Była przecież najpotężniejszą boginią wojny- i przez to najbardziej zapracowaną.

-Co mówiłeś Kazuma?- zwróciła się do swego świętego oręża.

-Veena, zbliża się burza. Może należało by to sprawdzić?...
Zamyśliła się chwilę mrużąc styrane życiem, acz piękne czoło.

-Zajmą się tym inni. – obróciła się tyłem, by nie widział jak zaciska pięści. – Burza przypomina o nim.
Mordercy moich dzieci…

***

            Nie zdążył wydobyć z siebie ni dźwięku, szybkość boga Rabo wzrosła przez wieki. Jeden zły krok i przeorał plecami bagnistą ziemię brudząc ‘’święty dres’’ ([*]). Wydała z siebie okrzyk przerażenia próbując do niego podbiec.

-Nie ruszaj się Hiyori!- krzyknął wyciągając doń dłoń.- Zabierz ją stąd!
Ale nim Ea zdążyła cokolwiek zrobić czarna macka porwała różowooką z miejsca sprawiając, że jej szalik łopotał jak skrzydła motyla.

-A więc to ta?- jad sączył się, gdy wręcz z obrzydzeniem patrzył na Hiyori.- Yaboku, stać Cię na więcej. Wróć do nas, a będziesz miał tyle kobiet ile zechcesz.
Ta nie jest warta zachodu.
Nie był przygotowany na atak, więc się zachwiał. Błękitne oczy stały się najczystszym granatem.

-Nie mów tak o niej.
Ich twarze dzieliły centymetry, sparowane bez wysiłku siekałyby skórę.
Białowłosy uśmiechnął się. W końcu Yaboku się przebudził.

-Zmuś mnie.
I nie widzieli już jak Hiyori upada w gęste błoto. Jak zielone, przerażone, acz znajome oczy nabierają kolorów.
Liczył się tylko ich taniec. Wykonywane na pograniczu widoczności ruchy. Uniki i ciosy, w których nigdy w takiej perfekcji nigdy nie miał opanować żaden śmiertelnik.
Jeden trafny ruch stanowił o życiu.
Jeden zły- o śmierci.
Zapędził przeciwnika w kozi ruch. Nawet się nie skrzywił, gdy potężny ruch prawie nie wyrwał mu ręki. Oderwali się od ziemi niczym nie wzruszeni szybując w powietrzu. Cięcia odznaczały się pasmami szarej bieli powietrza. Wiatr smagał twarze, dziś bardziej podobne do upiorów.
Przerył ziemię swym ostrzem wzbudzając ogromną chmurę kurzu. Najlepszą obroną jest ponoć atak- więc Rabo ciął powietrze ruchem tak potężnym, że bez problemu odcięłaby przeciwnikowi głowę.

-YATO!
Nauczył się już, że ten ton nie przynosi niczego dobrego.
Obrócił się. I zamarł z przerażenia.

Walące się z trzaskiem bloki skalne.
Jasne pasma bieli.
I przerażona Hiyori tak bliska śmierci.


Huk był ogłuszający, wręcz nie do zniesienia. Pojedyncze kamienie, niczym żywe istoty spełzały z rumowiska.
Te skały jako ostatnie widziały heroiczny czyn boga Yato.

-Jaka szkoda…
Gdyby wsłuchać się w wypowiedź małej Nory nie usłyszałoby się sarkazmu.
Ona cierpiała. Choć jeszcze nie zdawała sobie sprawy jak bardzo.

            Przez chwilę nie zdawał sobie sprawy gdzie jest. Przyjemne uczucie…
Ale zaraz potem wróciło. Ból. Zawroty pokaleczonej głosy. Ciężki odór uniemożliwiający oddychanie.
Gdy tylko otworzył oczy chciał je ponownie zamknąć.
Leżała między jego łokciami, taka krucha i nieruchoma. Niewinna licealista, której w ogóle nie musiało tu być.

Ale była. I cierpiała.
Przez niego.

-Jesteś Yato? Słyszysz mnie?!
Dopiero teraz zauważył świat oprócz jej.
Było jeszcze ciemniej niż poprzednio. No tak, przykryły ich skały. Nie powinny przypadkiem zmiażdżyć ich trójki?
Odwrócił wzrok i znalazł odpowiedź. Ta, którą posądzał o współpracę z wrogiem tajemnicza Ea Missum, niczym starożytny bohater na swoich barkach dźwigała ciężar sklepienia. Stworzyła im coś na kształt bańki, która zatrzymywała kamienie przed starciem ich na miazgę.

-Musisz ją obudzić.- powiedziała nie bez wysiłku.- To długo nie wytrzyma.
Kiwnął pośpiesznie. Póżniej będą się zastanawiać jakie jeszcze super moce ma ta dziewczyna.

Spojrzał uważnie na pokrytą sadzą twarz. Delikatnie musnął jej policzek.
Jak ma ją obudzić?...

-Hiyori…
Brak reakcji.
-Musisz wstać. Musimy stąd iść.
Nawet nie wyczuwał oddechu. Jak niby?...
-Wstań. Rabo się zbliża. Ea nie utrzyma kopuły. Zabije nas. Nie możesz dziś umrzeć.
Wstań… wstań!
Coraz bardziej gorączkowo potrząsał jej ramionami.

-Yaboku… - kamienia nieznacznie się porszyły- szybciej.
Jakby na poparcie swych słów osunęła się na kolana, a kopuła zmniejszyła. Dalej jednak dzielnie wyciągała giętkie rączki do góry.

Coś w nim pękło. Szeptał do coraz to zimniejszego ucha słowa jakie kotłowały się w myślach.

- Pamiętasz jak się spotkaliśmy?... Byłaś taka dzielna… i wiecznie uśmiechnięta… Jesteś ze mną najdłużej, Hiyori… Nie opuszczaj mnie…
Nie zostawiaj samego w ciemności… Proszę…
Bliski łez zbliżył się doń obejmując nieruchomą główkę ramionami.
- Wróć do mnie, błagam…

***

Biel. Wszechobecna, ogarniająca duszę i ciało.
Biel po krańce umysłu.

Czy próbowała krzyczeć?... Nie wiedziała.

Wiedziała? Nic nie wiedziała.

Nie pamiętała imienia. Pochodzenia. Żadnych zbędnych szczegółów jedynie niezbędną i jedyną nicość.
I mogłaby tak w niej zostać na zawsze…? Czy istniał tu czas?...

Nieużywane zmysły obudziły się nagle.

-Ładnie pachnie…

Czysty jak melodia głos poniósł się nieskończonym echem po otchłani.
Jakaś potężna siła pchnęła ją do góry.
Nie obchodziło ją nic, więc czemu miała się przejąć?...

Ale ten zapach… Znajomy…?

Tak, znała go.

To był jej… ulubiony zapach.

Biel przeszyły ostre snopy jasnego światła.

Światło.
Ciepło.
Błękitne oczy.
***

-Yato.

Oderwał się od jej zimnego ciała zwyczajnie przerażony.
Jej odejście było wystarczającą traumą. Jeżeli obudziła się tylko po to, by pożegnać… Nie da rady…

-Hiyori…- zdołał wychrypać. Nie poznawał własnego głosu.
Łzy przesłoniły jej widok. Ale nie były jej…

Yaboku, bóg wojny i deprawacji, płakał nad biedną przyjaciółką.

-Nie płacz, Ya-to.- resztką sił starła łzę staczającą się po idealnym policzku.
Jej dłoń była najcudowniejszym co w życiu dotykał.

-Hiyori… Wróciłaś… Wróciłaś… - powtarzał jak mantrę.
Z taką czcią głaskał jej włosy, jak to nie zdarzało się nigdy wcześniej. I objął delikatnie z obawy przed ponowną utratą.
To uczucie, które go przepełniało… czy to właśnie zwie się szczęściem?

Z nastroju wyrwała ich Ea.

-Musimy iść. Więcej nie wytrzymam.
I już po chwli stali wszyscy obok siwej, Yukkine w ludzkiej formie, Yato z opiekuńczą dłonią na dziewczęcym ramieniu. Ea rozwarła dłonie jak rozkwitający kielich kwiatu, a głazy stoczyły się na boki.
Niestety, Rabo nadal tam był.

-Co jest?!- złowieszcze oczy choć raz przejawiły ludzkie uczucia.- Jak to…
TO PRZEZ CIEBIE!

Niekontrolowany gniew spadł na Hiyori, do której już pędziło kilkanaście czarnych macek.
Nie tym razem.
Jakże był zdziwiony ‘przydrożny bożek’ gdy w jego sidła wpadła nie ta dziewczyna.

-Yaboku! Podaj Yukkine!
(xD Fajnie to brzmi ;’) )
Szybko wypowiedział imię oręża. Światło odbiło się od czystej stali szybującej w powietrzu.
Złapała go z gracją.

-Nie…
Wiedział, że tylko on teraz może zabić Rabo. Wiedział, że to wróg.
Ale nie chciał zabić…
Może to była słabość lub głupota, tłumaczył to sobie zasadami moralnymi. Ale, tak naprawdę, przepełniał go strach o małą Norę…

Ciach.

Sam się zdziwił, że mięśnie tnie się tak łatwo. Chwila…
To nie mięśnie.

Przeciął jakiś sznur na drzewie obok.
Natychmiast się obrócił. Podziałało?...

Ea leżała na ziemi.
A z bożka śmierci. Rabo, ogromne płaty skóry odrywały się i znikały w powietrzu jak iskry z ogniska.
Resztką sił ukląkł przed dawnym kompanem ciągnąc za wytarte nogawki jego dresów.

-Yaboku… Stało się…
Przetrę Ci szlak śmierci…
Zobaczymy się w zaświatach…

Tak skończył swoją wędrówkę po Bliskim Wybrzeżu Rabo pozostawiając po sobie zmurszałe kimono i sznur pełen życzeń, powód życia i śmierci.

-Chodźmy już.- siwizna była ledwie zauważalna przez błoto.
I poszli, ramię w ramię, ze zmęczonym trudami dzisiejszego dnia, Yukkine.

Błękitnooki nie poruszył się z miejsca.
-Yato… chodź…- wzięła go pod ramię.

-Nie skończę tak jak Ty…- szepnął w przestrzeń.
Dopiero wtedy nań spojrzał i dał się poprowadzić do domu.


A tej nocy jeden znak odciążył zabłąkaną duszę dziecka… 


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

WSZYSCY CZYTELNICY!
Za niedługo (dwa rozdziały):
Kończę sezon :D 


Od początku chciałam uczynić to opowiadanie naprawdę poważnym fanfikcion. Lubię one-shoty (Link do mojej wattpadowej krainy one-shot'ów), ale pisarz wykazać się może dopiero w dłuższej i bardziej skomplikowanej serii. A że wzoruję się na anime Noragami postanowiłam podzielić to opowiadanie na 2 sezony po 13 odcinków (+ ova). I, choć wyszło trochę niewymiarowo (pierwszy sezon 11, drugi ponad 13- nie ma to jak nie potrafić matmy :P ) to mam zamiar się tego trzymać. 

Dlatego za dwa rozdziały, po napisie ''koniec sezonu'', robię sobie dwu tygodniowy urlop. 

Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał mi tego za złe. Podczas urlopu rozdziały nie będą się pojawiać, ale jeżeli zatęsknicie zapraszam na fb
https://www.facebook.com/nnsbfy/

*śliczny obrazek z Yatusiem dla atencji :* *