środa, 16 listopada 2016

Rodział 6 ‘’Twarze, białe włosy i tama’


* https://www.youtube.com/watch?v=rbpjzePsmlw&index=54&list=LLZo_wKaqImTb6QthZEb9xWQ *  

           
Niewidzialni chłopcy kontrastowali z wszechobecną brudną bielą okoloną bezdenną szarością świata. A pojedyncze płatki śniegu, kpiąc z boga, nadal identycznie jak tej pamiętnej nocy.

Kolejne zlecenie. Kolejne 5 jenów. Kolejny dzień bez Hiyori.
Minęły już cztery. Cztery cierpkie dni bez tej wiecznie uśmiechniętej, czasem nawet infantylnej dziewczynki, która tyle dla niego znaczyła. Yukkine był młody, a wiarę zabija się długo.
Wierzył, że dobro może jeszcze zwyciężyć.
Że sobie przypomni.
Mógłby to olać. Przecież go pamiętała. Przecież nawet raz przyszła pogadać. Ale…

Yato.
Nie mógł go tak zostawić. Pomijając to, że i tak nie miał wyboru (ryby i trupy głosu nie mają J ) to błękitnooki zwyczajnie sobie nie radził. Wykonali masę zleceń, wzbogacali się i plan wybudowania świątyni był coraz bliżej- ale z niego, jak z przekłutego balona, uciekało całe powietrze. Nie miał werwy, zadania wykonywał po prostu poprawnie, całe wieczory włóczył się, powodując, że Yukki nie mógł spać.
(Gdy pana trapią jakieś troski, oręż cierpi na bezsenność )
Tak, jakby on wiedział coś czego młody się nie domyślał.

To też męczyło nastolatka. Zimny Yato rozmawiał z nim, a tak naprawdę, wydawał tylko polecenia, ale nie było to takie jak kiedyś. Dopiero teraz widział jaką twarz może pokazać jego mistrz.
Ciekawe, która była prawdziwa…

Gdy wpadł mu na plecy automatycznie się wystraszył. Daikoku powiedział kiedyś: ‘’Miej się na baczności. Nigdy nie wiadomo co mu strzeli do łba’’. Ale Yato nie poruszał się.
Obszedł go dookoła.

- Nora.
Nie wyczuł jadu sączącego się z jego ust jak krew ze świeżej rany. Był zbyt rozradowany poznaniem imienia czarnowłosej piękności z huśtawki.

-Witaj, boże wojny i deprawacji Yaboku. Ile to już wieków?
Przyjrzał się stojącemu obok niej mężczyźnie. Z Norą łączyły go jakieś więzy podobieństwa, tak samo złowrogie oczy i staroświecki ubiór. Pewność siebie zauważalna z daleka.

-Za mało.
Znak rozjaśnił się. Stal obydwu mieczy błysnęła. A wszystko działo się szybko; idealna synchronizacja, zabójcza celność i ognista pasja.

Oczy dzieciaka były takie wielkie, choć tak chciał je zamknąć…

***

            Wybrzmiał dzwonek niczym najczystszy z dźwięków wolności. Młodzież wytoczyła się ze szkoły gwarnym tłumkiem. A wśród nich Ikki Hiyori.
Ostatnimi razy wiele zmieniło się w jej życiu. Ewidentnie coś nie grało. Brakowało czegoś.

Lub kogoś.

Łudząc się fałszywym szczęściem z wyzdrowienia (od kilku dni była rześka i ani razu nie odleciała) niby uważnie słuchała przyjaciółek.
Poczuła delikatne ukłucie gdy ją zobaczyła. Tajemnicza dziewczyna. Siwe włosy.

Ea Missum.

Koleżanki magicznie zniknęły. Podchodziła doń jakby tylko muskała podłoże, a cały świat rozmazywał się w barwach niedoszłego malarza. Zbliżyła się do rażąco zimnej skóry odczuwając w tym jakąś dziwną przyjemność. Chudziutkie palce przytuliły ją do siebie.

***
            Yato wykorzystywał go już wielokrotnie. Zabijali ayakashi, rozcinali więzi (ewentualnie smarowali masłem kanapki ;’) ), ale nigdy nie walczyli z bogiem i jego orężem. świętą bronią.
Krzyczał przy każdym uderzeniu.

Ale nie przestawali. Yato pozostał niewzruszony. Białe włosy do pasa, niczym wstęga podążały za nim. Nora jednak, choć idealnie posłuszna, była trochę zdziwiona. Czemu on tak przeżywa?...
Szybkim ciosem bóg wojny zmusił przeciwnika do odwrotu. Wpadli na pusty plac ani przez chwilę nie przerywając walki. Ani jedna kropelka potu nie spłynęła z idealnych skroni nie tłumiąc czystych dźwięków stali.
Rabo zaświecił czerwonym okiem, a śnieg zamienił się w wodne macki. Ale czymże jest lód w porównaniu do stali? Sparowane ostrza ugięły się pod ciężarem.

A błękitne oczy zaszły mgłą przeznaczenia.



***
            Poruszała  się delikatnie i zgrabnie nawet gdy nie biegła. Jakby pamiętała o dawno wypartym szacunku ludzi do Matki Ziemi.
            Nawet nie wiedziała kiedy znalazły się na tej ławeczce pod ośnieżoną wiśnią, gdzie często obserwowała z koleżankami zakochane parki.

-Nie jesteś szczęśliwa, choć byłaś.- stwierdziła po prostu.
Na nieszczęście, wzbudziła w Hiyori iskrę. A iskra przeszła do głowy budząc myśli.
Fala wspomnień uderzyła w tamę zapomnienia.

-Ja…- nie wiedziała co powiedzieć.
Czuła się… pusta. Wyprana z emocji, jak za wiele razy prany podkoszulek. Ale nie wiedziała dlaczego.
Przecież nic się nie zmieniło…

-Naprawdę nie pamiętasz.- nie była zaskoczona. Ujęła jej rączki w swoje delikatnie podnosząc kąciki ust.- Nie martw się. Pomogę.
Białe dłonie zbledły jeszcze bardziej, choć nie wiedziała, że to możliwe. Gdzieś w środku różowookiej rozpłynęło się ciepło, jak pierwszy promień słońca przedzierający się przez mrok.

Światło.
Błękitne oczy.
Ciepło.

W tamie pojawiła się niewielka wyrwa.

***

            Stal zarysowała beton. Wysokie buty zgniotły skwierczący śnieg.
A z mgły wyłonił się bóg wojny o oczach, które pochłaniały duszę i dłoniach deprawujących ciało.
Wargi białowłosego wygięły się we władczym uśmiechu.
-Chodź, zabij mnie!
Mała Nora mimowolnie się wzdrygnęła.

-YATO!
Stanął zdziwiony patrząc na miecz w swojej dłoni.

-Prze.. stań..
Cicho uwolnił broń ukazując zebranym przerażonego, powstrzymującego łzy Yukkine. Zamknął oczy.
Znów był sobą. Misja nieudana.

-Odejdź, bo spełnię Twoje życzenie! – powiedział zdecydowanie, ale bez gniewu.
Rabo skrzywił się nienawistnym wzrokiem mierząc blondynka.

- Jeżeli chcesz je odzyskać, wiesz gdzie szukać.
Nora podrzuciła malutką kulę tak, że przez chwilę zamarło mu serce. Gdy chwyciła bożka za rękę zniknęli.

-Nie czas na wyjaśnienia. –odparł Yato widząc minę chłopaka- Musimy znaleźć Hiyori. Grozi jej niebezpieczeństwo.

***
Zasiedziały się. Latarnie rzucały już długie cienie, gdy szły ramię w ramię po brukowanym chodniku.

-Hiyori!
Yukkine wyłonił się w nicości, zatrzymując się kilka centymetrów od nieźle zdziwionej twarzy.

-Pali się?
Był tak zasapany, że nie mógł odpowiedzieć od razu.

-Nie, gorzej… Jesteś w…

-Hym… - odchrząknął Yato zza jego pleców. 
Spojrzała na nowo przybyłego chłopca.

Poraziło ją światło latarni.
Znów ciepło…
Błękitne oczy.

-Odprowadź Hiyori do domu Yukkine.
Tego tonu nie dało się zakwestionować. Ochoczo chwycił koleżankę za nadgarstek odrywając się od pana, który tak mącił mu w głowie.

-Ty zostajesz.- błękit zmierzył się z zielenią- Pogadamy sobie.



***
Dziś dość krótko.

Jestem fanką podkręcania akcji do maksimum. Uwielbiam, gdy nie można oderwać się od lektury, dzięki odpowiedniemu zarysowaniu akcji i przedstawieniu postaci.
I, choć dopiero się uczę, to właśnie do tego dążę.

Fajnie by było gdyby i w prawdziwym życiu taka Ea przybiegła na pomoc.
Przydałaby się :)

Jeżeli Ci się podoba--> zostaw po sobie znak! 


2 komentarze:

  1. Ty... ty zły człowieku ty, dlaczego kazałaś mi tyle czekać na ten rozdział, no dlaczegp? :__: Ale wreszcie jest i jest świetny! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, tak wyszło :P Mam nadzieję, że następne spodobają się jeszcze bardziej

      Usuń