* https://www.youtube.com/watch?v=w8ed5QXDqqM&index=26&list=LLZo_wKaqImTb6QthZEb9xWQ *
Dzień chylił się ku końcowi. Ognistoczerwone promienie
ostatnich chwil słońca lizały łapczywie czarne korony drzew.
Yato nie lubił zmierzchu. Była to granica między światłem, a
ciemnością, gdy zacierało się mętne pojęcie dobra i zła. Hiyori, nie chcąc
martwić rodziców, też postanowiła już wrócić.
-Zostań chwilę Yukkine.- poprosił Daikoku.
Bóg i licealista oddalili się nieskrępowanie rozmawiając.
-O co chodzi?
Czarny wachlarz wychylił się jeszcze, by sprawdzić czy parka
zniknęła za zakrętem i lekko się uśmiechnął.
-Chciałem tylko zapytać jak Ci się pracuje u Yato. Znam jego
podejście do… pewnych spraw i jestem ciekawy jak Cię traktuje.
Yukki położył ręce za sobą i wygiął do tyłu z cichym
westchnieniem.
-Nie powiem, spanie w cudzych świątyniach i praca za grosze
nijak się ma do tego co miałem za ‘’życie po śmierci’’.- zniżył głos- Ale to
Yato nadał mi imię i chroni jak może. Mam tylko go…
-Dobry chłopak!- zaśmiał się z ulgą mężczyzna- Może i jest
trochę pacanowaty, ale to w końcu bóg. Wierzę, że dzięki Tobie wejdzie na
właściwą ścieżkę i jakoś ogarnie.
W gruncie rzeczy to dobry chłop.
Chłopak uśmiechnął się. Do pokoju weszła Kofku zajadając się
truskawkowymi pocky.
-Yatuś jest jak zagadka, nigdy nie wiadomo co mu w głowie
siedzi.- mówiła między pryśnięciami.- Nie wiem czy ktokolwiek znający jego
przeszłość chciałby z nim pracować.
- Przeszłość?...- blondyn nerwowo przełknął ślinę.
Lubił wierzyć, że przed nim niczego nie było. Choć jego
mistrz tak często powtarzał ‘’Nie od wczoraj jestem bogiem!’’ …
Miał bardzo złe przeczucia.
- O Yatku po raz pierwszy usłyszałam z bardzo…
nieprzyjemnych plotek.- z małej różowej dziewczynki zaczęła wychodzić
ciemniejsza strona- Największą popularność zdobył gdy był ‘’bogiem do wynajęcia’’.
Do zabójstw.
Oczy chłopaka były wielkie. I przerażone.
-Zabijał dorosłych mężczyzn.
Kobiety i dzieci.
Ale też shinki.- gdy to mówiła zbliżała się doń przez
drewniany stół. Teraz ich twarze dzieliły centymetry.
-Kofku.- mężczyzna chwycił ją za kark, jak chwyta się małego
kotka.- Nie strasz dzieciaka.- zwrócił się do pobratymca.- To było dawno, w
innych czasach. Gorszych.
Wziął swą boginię pod pachę i wyszedł pozostawiając chłopaka
samego sobie w całkowitym osłupieniu.
Zaczynała
się już martwić. Tak długo nie przychodził… A jak coś mu się stało? Był przecież
tylko małym dzieckiem!
Do tego czas jej się dłużył, bo Yato zamilkł jak
zaczarowany. Czasami zastanawiała się, czy zna tą czynność, ale udowadnianie
tego teraz nie było jej na rękę.
-Hiyori…
Jego zdolności teleportacji były niesamowite. W jednym
momencie stał na wyciągnięcie ręki, by w sekundę później być tak onieśmielająco
blisko.
-Ta…k?
Może i był nieodpowiedzialnym dresem.
Ale był też mężczyzną. I to mężczyzną o idealnych rysach, oczach
błękitniejszych od oceanu i zapachu na który za każdym razem reagowała tak samo
intensywnie ( heloł! Co jak co, ale był tą ‘’idealną nadprzyrodzoną istotą’’, o
czym łatwo było zapomnieć).
Nachylił się nad jej uchem. Końcówki czarnych włosów
łaskotały ją w szyję.
-To jedyne z osób, które tak długo pamiętają o moim
istnieniu.- czół na skroni jak oddech dziewczyny przyspiesza.- Kofku, może i
wygląda niepozornie, ale to bogini biedy należąca do siedmiu elitarnych bóstw.
Potrafi dać popalić.
Gdybym wpadł w kłopoty…
idź do nich.
Odsunął się a widząc rumieniec na twarzy dziewczyny sam się
zarumienił. Trwali tak chwilę nie wiedząc co uczynić.
I zrobiłoby się niezręcznie, gdyby nie:
- Yato!
To był Yukkine. Dlaczego nie zauważyła jak był podminowany?
Bo wciąż czuła ten jedyny w swoim rodzaju zapach.
-O Yukki!- jej gestykulacja przeszła na poziom ‘’typowej
Japońskiej dziewczynki’’- Dobrze, że jesteś, martwiłam się!, chodźmy do domu,
bo zaraz będzie…
-Wiedziałaś?!
Zatkało ją.
Chłopak miał łzy w oczach.
- O czym?...
Jej zdziwienie było prawdziwe.
Nie wiedziała.
-On zabijał ludzi, Hiyori. – jego głos ociekał goryczą.-
Mogłem się tego spodziewać, to w końcu ‘’bóg’’ wojny. Ale on to robił na
zlecenie! Kobiety, dzieci, co to dla ‘’wielmożnego Yato’’, nie?!- jego gniew
narastał.
- Mało tego Hiyori.
On zabijał shinki!
Yato czół uczucia młodego. Za to Hiyori…
Spojrzał, choć nie chciał. Jej wzrok mówił wszystko.
-Yukkine!
Chłopak nie dał mu dojść do głosu.
- Może i musiałeś zabijać ludzi, inne czasy, ogarniam.- jego
głos stopniowo się podnosił.- Ale shinki? Skazałeś ich na piekło śmierci już po
niej! A ja Ci ufałem!...
Ty nie wiesz jak to jest umrzeć…
Ostatnie zdanie było swoistym szeptem. Ale, w idealnej
wieczornej ciszy, i tak je dosłyszeli.
-A Ty wiesz?!- ryknął Yato.
Nie miał prawa pamiętać.
Nie mógł pamiętać!
-Pamiętam niewiele.
Ból i …
A potem miesiące unoszenia się w bieli bez możliwości
kontaktu. Sam jak palec!- spojrzał na swojego pana wzrokiem gotującym się od
emocji.- Znajdę innego pana, nie mordercę!
Nie przyznał się, że oprócz bólu czół zmartwienie. Martwił
się o kogoś, kogo zostawił na tym świecie.
Kogo? Nie wiedział.
Nie żeby go to obchodziło.
Długo jeszcze słyszeli jak jego trampki uderzają o asfalt.
-Hiyori… - nie za bardzo wiedział jak zacząć tą rozmowę.
Poczuł realny wręcz ból, gdy pod płaszczykiem złości,
dostrzegł w jej oczach strach.
-Robiłeś to?
Nie chciał kłamać.
Choć, tak naprawdę, bardzo chciał wymazać ze swojej
kartoteki dawne uczynki.
Ale nie mógł.
-Tak.
Przysunął się o dwa kroki. I dokładnie o tyle się odsunęła.
Przerażenie. To ono malowało się w krystalicznie różowych
oczkach.
-Daj mi wytłumaczyć.- znalazł w końcu odpowiednie słowa.-
Nie wiem po co mu to powiedzieli, ale tak, to prawda. Robiłem to dawno temu.
Żyłem w przeświadczeniu, że muszę to robić…
Skończyłem z tym. Nie
chcę już zabijać. Teraz jestem innym bogiem.
Spuścił wzrok. Był… smutny.
-Nie… bój się mnie.
Odwróciła się plecami, by nie widział emocji targających jej
wnętrzem.
Nie czas na łamanie się!
-Idę szukać Yukkine. – nie czekając na odpowiedź skoczyła na
pobliską lampę.
Poszedł za nią. Spokojniejszy.
*
Kopał pojedyncze kamienie, nie zważając na zdziwienie ludzi,
w których buty trafiły. W dupie miał to wszystko.
W dupie miał nowych ‘’przyjaciół’’.
W dupie miał życie po śmierci.
A najbardziej w dupie miał mistrza, który nie dość, że
beznadziejny, to go oszukiwał.
To oszustwo bolało najmocniej.
I mimo, że ręce w nieszczelnych kieszeniach kurtki zaczęły
już przymarzać, parł dalej przez skąpane w mroku miasto.
Na początku nie zwrócił na nią uwagi. Zwykła żebraczka,
jakich wiele. Podchodziła do ludzi, ciągnąc ich za rękawy i wściekając się gdy
odchodzili obojętni.
Dopiero to co mówiła go zaciekawiło.
-Halo! Proszę pani!- krzyczała zdesperowana ciągnąc kolejną
osobę.- Proszę nie udawać, że nie istnieję!
Czy ktoś może mi pomóc?!
Zanim zdał sobie sprawę wgapiał się w nią z otwartymi
ustami.
- Ty! Blondyn w zielonej kurtce!
I zanim zdążył nawiać już go złapała.
A nie ważyła 5 kilo. Była w jego wieku lub starsza, o głowę
wyższa.
Dlatego padł jak długi, a ona wraz z nim.
Zmartwiona twarz dziewczynki…
… otoczona wianuszkiem włosów.
Po chwili zamroczenia otworzył oczy. Przyjęła to z wyraźną
ulgą.
-Soreczki, czasami nie pamiętam, że nie jestem już malutka!-
Wstała podając mu dłoń. Przyjął ją.- Każdy udaje, że mnie nie widzi!
Wiesz, moi rodzice są rozwiedzeni. Raz w tygodniu tatuś
odbiera mnie ze szkoły, odrabiamy lekcje i gramy w gry. Potem jadę z mamusią do
domu. Zgubiłam telefon i nie mam jak do niej zadzwonić, że to już.
Pożyczyłbyś mi swój?
-Nie mam.- odparł zgodnie z prawdą. – Nie możesz iść na
piechotę?
-Mamusia nie lubi, gdy chodzę sama.- zasmuciła się.
Coś w nim pękło.
- Mogę pójść… z tobą. –miał nadzieję, że nie usłyszała.
A jednak.
-Dziękuję!- wyraźnie poprawił jej się humor.- To idziemy!
Więc poszli. Trajkotała coś o tym ile to już czekała, o
rodzicach i szkole, a on, niby nie zainteresowany, przytakiwał co chwilę, tak
naprawdę uważnie wsłuchany w jej słowa.
Weszli na mostek. Jego wzrok przyciągnęła przyblakła już
tabliczka otoczona kwiatami i zniczami.
‘’ Z tego mostu, w pierwszym tygodniu listopada, spadła
dziewczynka.
Wracała sama do domu, mimo zakazu.
Nasza Junko nie żyje. To ostrzeżenie.
Pilnuj swoich dzieci.
Kochający
Rodzice’’
-Jak… jak masz na imię?
Chciał się tylko upewnić.
-Junko.- uśmiechnęła się. – Miło mi Cię poznać.
I już wiedział.
Szli dalej. Przecież nie mógł jej powiedzieć…
‘’Nie żyjesz.
Nie ma już mamusi, ani tatusia.
Nie ma niczego co znasz.’’
Zacisnął pięści. Nie, nie wyprowadzi jej z błędu. Będzie
grał do póki będzie mógł, a potem…
Coś się wymyśli.
-O, patrz, kotek!- jej długie nogi w trzy kroki znalazły się
przy ‘’zwierzaku’’, który pobiegł w bok.
-Junko, nie!
To nie był kot. Fioletowa kita schowała się za zakrętem, a
czerwono-żółte oko błysnęło szyderczo.
Dobiegł tak szybko jak mógł.
Zgięta w pół ‘’kici kiciała’’ cicho. A za nią był największy
kotek jakiego kiedykolwiek widział.
Który ślinił na nią kły.
*
Nie dość, że właśnie okrutnie ją wystraszył, to jeszcze się
ociągał. Musieli szybko znaleźć Yukkine!
-Prędzej Yato! Jest już późno, a on jest sam…
-Nie jest sam.-odparł kpiąc z prawa grawitacji, bez problemu
utrzymując się na skośnym Ale daszku. – Ale jest zaniepokojony. Zdruzgotany. I
przestraszony.
Bo Yukkine boi się ciemności.
-Skąd to wiesz?- cała jej wiara w boga jeszcze nie wróciła,
więc wolała byś nieufna.
-Boga i świętą broń łączy specyficzna więź. Bóg czuje emocje
oręża i ponosi na sobie konsekwencje jego złych uczynków.
Odbili się szybując nad kolejnymi budynkami.
- Jakie są te konsekwencje?
Nie zdążył odpowiedzieć. Ból ściął go z nóg powodując, że
spadł jak długi na ziemię.
-Hej!- krzyknęła nieźle przestraszona lądując obok niego.
Podtrzymując ramię pomogła mu wstać.
- To są konsekwencje.
Musiała przyznać, że nie tak wyobrażała sobie życie boga.
-Dasz radę iść?- podobała mu się ta opiekuńczość w jej
głosie.
Z lekka olewatorsko machnął ręką, pokazując, że tak.
Jego plecy wygięły się nagle, a nos rozszerzył jak u pas
tropiącego.
-Słyszysz?
Słyszała. Po tak długim okresie przebywania z bóstwami znała
je na pamięć.
Szepty ayakashi.
Ruszyli oboje, ale to Yato wpadł pierwszy za zakręt
podtrzymując dziewczynę za przedramię.
Yukkine.
Leżał tam, ze łzami na policzkach, patrząc w szydercze oczy
grupy potworów.
Widząc to licealistka chciała podbiec, ratować ją.
Zatorował jej drogę ręką.
Przeczucie go nie myliło.
Nie wiedzieli skąd przyszła, a, co ważniejsze, skąd
wiedziała, że ktoś jej potrzebuje. Widzieli tylko burzę szarych włosów.
-Nie bój się Yukki. Pomogę.
Krzyk uwiązł mu w gardle, gdy postąpiła kilka kroków
wyciągając rączkę do potwora. Patrzył na nią jak w transie, nie mogąc wykonać
ruchu.
Jej dłoń dotknęła wgłębienia przy niematerialnej szyi. A
stwór nie pisnął nawet, gdy pojedyncze kawałki jego skóry wznosić się zaczęły w
powietrze i, niczym popiół z ogniska, znikały z cichym sykiem, tak jakby nigdy
nie istniały.
Reszta ayakashi rozpełzła się natychmiast.
-Jesteś ranny? – zapytała zaplatając ręce z tyłu.
-Nie.
Jego głos był tak roztrzęsiony i harczący, że sam z trudem
go poznał.
Odeszła szybkim krokiem kogoś, komu się spieszy.
-Yukkine! – Hiyori podbiegła do chłopaka troskliwie go rozpytując.
Yato podszedł dużo wolniej.
-Co… to było?- próbował zebrać się do kupy chłopak wskazując
miejsce gdzie zniknął potwór.
-Wiedzieliście w co była ubrana?- spytał dresiarz.
Ubrana? Hiyori zamyśliła się.
Najbardziej w oczy rzucały się nagie stopy. Dłuższą chwilę
zajęło jej przypomnienie sobie dość krótkiej, bardzo prostej, ciemnozielonej
sukieneczki związanej w pasie, jak worek pokutny.
-Tak.-odparła.
-Ona nie odczuwa chłodu. –pauza miała podkreślić jego słowa.
– Nie jest człowiekiem. Nie jest też demonem.
Jest o wiele potężniejsza niż myślałem.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podsumowanie rozdziału:
1. Charakter postaci
Starałam się jak najlepiej oddać charaktery każdej postaci z osoba. Starałam się. Nie znaczy, że zawsze mi to wyjdzie, pamiętajcie, że sami czasem nie przypominamy siebie ;) W kolejnych rozdziałach będę dążyła do efektu 3D (czyli pewnego realizmu, trójwymiarowości)
2. Junko i Ea
Dwie nowe postaci. Jak pewnie dobrze przypuszczacie, Ea pojawi się niejednokrotnie na kartach tej historii, z Junko chciałam skończyć, bo była tylko epizodem w życiu Yukkine. Dzięki niej i późniejszym wypadkom nie powtórzy się w moim fanfiku sytuacja w oryginału (więcej nie zaspojleruje ;) )
Dwie nowe postaci. Jak pewnie dobrze przypuszczacie, Ea pojawi się niejednokrotnie na kartach tej historii, z Junko chciałam skończyć, bo była tylko epizodem w życiu Yukkine. Dzięki niej i późniejszym wypadkom nie powtórzy się w moim fanfiku sytuacja w oryginału (więcej nie zaspojleruje ;) )
Co myślicie? KOMENTUJ


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz