Rozdział 3
‘’York, slumsy i kwiaty wiśni’’
https://www.youtube.com/watch?v=jTP6LUMyYRU
Pani zima całkowicie
zagarnęła sobie świat przykrywając go białym puchem, niczym matka swe potomstwo
do snu. Oddechy przechodni zamarzły tworząc obłoki, niczym z dziadziusiowych
fajek.
Spojrzała na towarzysza. Uwielbiała jego obecność. Ona, w
tej swojej jasnej kurteczce i różowym szaliku, on, jak zawsze, w dresie i ‘’
puchatej ściereczce ‘’ – czego więcej można chcieć?
Chyba tego, by w jego oczach, pod przykrywką błogiej
nieświadomości, nie kryły się te smutne uczucia.
Yukkine od kilku dni całkowicie zamknął się w sobie. Skulony
płakał lub tępym wzrokiem wpatrywał w dal. Do tego nocami zrobiło się okrutnie
zimno, wręcz lodowato, tak, że w mediach mówili tylko o zgonach bezdomnych.
Nie mogli umrzeć. Ale mogli cierpieć. Zmiękczony wielkimi
oczami Yato, Daikoku pozwolił im pomieszkać u nich.
Przynajmniej na razie.
- Co o tym sądzisz, Hiyori? – zapytał pstrykając palcami
przed jej nosem i wyrywając w letargu.
-Wybacz, zamyśliłam się.
Próbowała się uśmiechnąć, ale jeden z małych piesków
pociągnął ją tak, że prawie nie upadła.
Yukki nie był w stanie pełnić swojej roli boskiego oręża,
więc Yato zajął się mniejszymi zleceniami.
Pomagała mu w tym.
- Mówiłem, że te kudłacze to mają dobrze, nie?- pochylił się
badawczo do yorka ubranego w uroczy, druciany sweterek- Ta stara prukwa
traktuje je jak dzieci! ‘’Serdeleczek je tylko to. Serdeleczek musi nosić
sweterek.’’ A co ten futrzak robi? Tylko je i sra pod siebie!
Tyknął szczeniaczka na co maluch zaszczekał zaciekle. Ugryzł
w Yatusiowy palec, a właściciel, krzycząc wniebogłosy, kręcił się wokół
próbując go zrzucić.
Zaśmiała się delikatnie dziewczęcym śmiechem.
Mimochodem zrobił to samo.
Uwielbiał ten śmiech.
Wrócili do
sklepu dopiero późnym wieczorem. Yato cieszył się jak małe dziecko z kolejnych
zarobionych 5 Y, które dała mu staruszka od piesków.
Według licealistki powinien być: ‘’ bogiem zabawy i piwa’’ –
zawsze potrafił ją rozśmieszyć.
- Hiyoriś!- różowa rzuciła się na nią tak, jakby wcale nie
widziały się kilka godzin wcześniej. – Ty jeszcze nie w domciu?
I co robiliście tyle czasu sa-mi?
Specjalnie podkreśliła ostatnie słowo kątem oka wpatrując
się w dresa. Ależ się zarumienił!
-Pomagałam Yato w zleceniu. – odparła rezolutnie nie
wyczuwając aluzji.- Zasiedzieliśmy się trochę. Ale to nie problem; tatko zabrał
dziś mamę do teatru.
Mimowolnie zatarła ręce z wrogą satysfakcją na myśl, że jej rodzice siedzą teraz na
spektaklu myśląc, że ich ‘’mała córeczka’’ nudzi się w domu.
-Wrócą późną nocą. Yukkine wciąż na górze?
Po pozytywnej odpowiedzi pobiegła na górę. Oboje czekali aż
tupot jej stópek przestanie być słyszalny.
-Ależ Ty szybki Yatuś!- sprzedała mu sójkę- Dopiero co ją
poznałeś, a już…
-Cicho siedź!- naburmuszony odwrócił się na pięcie.
Przecież do niczego nie doszło, nie?
Tylko rozmawiali…
Wejście na
dach nie było żadnym problemem. Z puszką piwa, wykradzionego z lodówki,
wpatrywał się w gwiazdy. Miasto dudniło w oddali, acz on słyszał tylko sum
wiatru w listowiu.
W czasach gdy kwiaty wiśni nie kojarzyły mu się jeszcze ze
smutkiem.
Czarna czupryna małego
dziecka smagana przez wiatr. Niebo, o nierównym ściegu gwiazd, tak czyste jak
tylko w wiekach niesplamionych technologią. Gasnące pod stopami miasteczko, tak
urocze w swej prostocie.
I zacierająca się
twarz ojca trzymającego malutkiego boga w objęciach.
-Już wiem jak Cię
nazwać. – ten głęboki, tubalny głos nawet po tak wielu wiekach wywoływał u
niego ciarki – Ya- boku.
Yaboku.
{ według geniuszu słownika google
ya= ciemny
boku= prorok
Dark prophed
Ale nie ręczyłabym za to tłumaczenie c: }
-Yaboku…
Wytrząśnięty z letargu spojrzał na właściciela głosu.
Krótkie czarne włosy z przepaską, której kiedyś nie miała.
Te puste oczy nie wyrażające emocji.
I zastygły wiecznie uśmieszek, wcale nie radości.
-Nora.
Przekrzywiła główkę, jakby nie rozumiejąc.
- Nie nazywaj mnie tak. Kocham imię, jakie mi nadałeś.
Mi-zu-ri.
Zasłonił się rękami, jakby mógł tak zagłuszyć jej słowa.
-Czego chcesz bezpańskie oręże?- syknął.
-Yato, wróć do domu. Ojciec zaczyna się niepokoić.-
podskoczyła lekko lądując bardzo blisko. była tak malutka, że sięgała mu
zaledwie do klatki piersiowej.- To nie godne dla takiego boga zadawać się z
plebsem.
Złowrogą ciszę przerwał przesłodzony głosik śpiewający ‘’
Nyan Cat’’, jedną z ulubionych piosenek Yato.
Dzięki wam Bogowie!
-Widzisz - pomachał jej komórką przed twarzą- są ludzie,
którzy mnie potrzebują.
Mizuri skrzywiła się.
Jej się nie odmawiało.
Wpadł do domu dziękując wszystkim znanym bóstwom. Nie
wiedział kto dzwoni, ale ten klient zostanie obsłużony all inclusive.
Za idealne wyczucie czasu!
-Panie Yato?- znał skądś ten głos.- Proszę wybaczyć, że
niepokoję o tak późnej porze, ale natychmiast potrzebuję Pańskiej pomocy.
Proszę wziąć ze sobą Panienkę Hiyori. Wie Pan gdzie jestem, prawda?
‘’Po prostu Ea.’’
Mówiła bardzo oficjalnie, ale słyszał, że zależy jej na
pośpiechu.
Zakończył połączenie.
-Hiyori!!!
Nie musiał wołać dwa razy. Już po chwili zniknęli by jeden z
wielu razy pomóc siwej dziewczynce.
Slumsy. Tak
mniej więcej można było nazwać miejsce, w którym się znaleźli. Dalej stały domy
z papieru, popisane niczym strony gazet, udekorowane sznurami suszącego się
prania. Ku zdziwieniu kilku obszarpańców wylądowali przy dużym ognisku między
blokami do którego wyciągały się szaro- bure ręce.
-E, mała, pomagieria przyfrujła! (co miało znaczyć chyba ‘pomoc przyszła’ ;’)
)
Skierowali się w stronę głosu, dobiegającego z dużego
skupiska osób.
Nie ciężko było ją dostrzec. Mało kto chodzi boso przy
minusowej temperaturze. No i była zadbana, nic nie zdradzało jej kontaktu z
brudem.
-A jesteście!- ucieszyła się nadmiernie, tak jakby byli jej
ostatnią, utęsknioną nadzieją.- Daizo zasłabł. Chciałam pomóc, ale tu jest tak
zimno…
Błagam pomocy!
Błagam pomocy!
Schyliła się w pół, tak że włosy zakryły jej twarz.
Spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
Hiyori podniosła nogi, Yato ramiona. Przenieśli faceta na
prowizoryczną matę obok ogniska.
-Żyje.- powiedział sprawdzając puls. Chciał oszczędzić
Hiyori dotykania trupa.
Zajęła się nim profesjonalną ręką lekarza obsłuchując
uważnie, ze skupieniem wypisanym na twarzy. Musiał przyznać, że była w tym
naprawdę dobra.
Zaśmiała się krótko.
-Jest tylko pijany. Jedyne co mu może dolegać to kac gigant
po przebudzeniu.
Potwierdziło to donośne chrapanie w.w. Daizo.
Tłumek odetchnął z ulgą rozchodząc się w swoje strony. Małe
rączki Ei klasnęły radośnie i wydawało by się, że odmłodniała o kilka lat.
-Dziękuję, bardzo dziękuję!- uśmiechnęła się do nich tym
nadzwyczajnie pięknym uśmiechem.- To ja chyba pójdę…
- Nie.- zanim znów zdążyła uciec Yato złapał ją za
nadgarstek. Natychmiast puścił.
Może to dziwne, ale jako jeden z niewielu bogów miał
wyjątkowo ciepłe dłonie.
Jej były zimniejsze od nieboszczyka.
-Zapomniałam zapytać…- spróbowała spojrzeć mu w oczy.
poczuła… ulgę?- jak się czuje Yukki?
I to chyba zapieczętowało ich znajomość.
*
Nie powiem,
Daikoku miał niezłą minę gdy ją zobaczył. Mniej więcej porównywalną do
znalezieniu w bieliźnie Kofku czegoś nie-różowego (nie żeby szukał :3 ).
Więc po prostu stał tam, wryty w podłogę, jak gipsowy
posążek. Bogini biedy wykazała trochę więcej zrozumienia.
-O, to Ty!- podbiegła doń w tych swoich spadających
skarpetkach.- Ea Missum, dobrze pamiętam?
-Tak, proszę Pani.
Kofku, jak to Kofku, chwyciła w swoje dłonie jej, rozgrzane
trochę po marszu przez miasto. Ea spojrzała na nie z wdzięcznością.
Nie wiedział skąd urwała się ta dziewczyna, ale musiała mieć
potwornie ciężkie życie.
-Mogłabym porozmawiać z Yukkine? Obiecuję, że nie zajmę
wiele czasu…
Pytanie było zbędne. Stał tam, na szczycie schodów,
chwytający za serce zapłakany, mały chłopiec o napuchniętych oczach i dłoniach
zwartych w pięści. Trząsł się z emocji i zimna przenikających przez białą,
pogniecioną yukatę sypialną.
-Czemu nie uratowałaś też jej?- jego głos był opanowany, ta
myśl rzeczywiście go męczyła.- Możesz jakoś… pokonać ayakashi. Czemu jej nie
uratowałaś?!
Zielone oczy nadal nie zmieniły swego spokojnego wyrazu. A
czwórka gapiów wpatrywała się w to zdarzenie, niezwykłą więź emocji bólu i
odkupienia.
-Nie zdołałabym.
- widząc jego nie rozumiejący wzrok zapytała.- Jak to się
stało Yukki?
-Biegliśmy… ale ona była za wolna… potknęła się.
I ją dorwały.
Zacisnął pięści do białości knykci.
-A co zrobiła po upadku? –nie mógł odpowiedzieć, bo nie
wiedział.- Uśmiechnęła się. Stała na tym chodniku od miesięcy i od dawna
podejrzewała. Ale wiedziała, że jak wróci sama stanie się coś złego.
Niszcząc tamtego ayakashi uwolniłam jej dusze.
-Czyli teraz…- w zapłakanych oczach pojawiła się nadzieja.
-Jest już na dalekim brzegu.
Szczęśliwa.
Blondyn podczas tej rozmowy schodził powoli tak, że był
teraz tylko o stopień nad nią.
- Dziękuję.- wyszeptał ledwie słyszalnie, już nie płacząc.
Dotknęła jego twarzy pod kością policzkową. Zarumienił się
pod dotykiem kobiecych palców.
- Nie ma za co.- uśmiechnęła się.
Wszystko stało się jakby jaśniejsze, a pokój wypełnił zapach
kwiatów.
A dokładnie: kwiatów wiśni.
Siwa zerknęła na Yato znacząco.
Podeszła do czwórki wolno, a gdzieś za kotarą zieleni
zamajaczyło uczucie bólu. Kobieta zgięła się w pół łapiąc za brzuch, prawie
słaniając na nogach.
-Ea…- podbiegła doń Hiyori podtrzymując ją za ramię.
Znów zerknięcie wdzięczności.
- To nic.- uśmiechnęła się trochę wymuszenie.- Pójdę już.
Pozwolili jej odejść niezdolni do wykonania ruchu.
Przechodząc obok Yato poruszyła ustami, a on zrozumiał.
Rabo powrócił.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W tym rozdziale dzieją się trzy podstawowe rzeczy;
- ''schadzka'' Yato i Hiyori
- ponowne spotkanie z Eą
- powrót Rabo
Każda z tych kwestii zostanie rozwinięta w kolejnych rozdziałach,więc zajmę się czymś innym
- ''schadzka'' Yato i Hiyori
- ponowne spotkanie z Eą
- powrót Rabo
Każda z tych kwestii zostanie rozwinięta w kolejnych rozdziałach,więc zajmę się czymś innym
A uściślając; ''kimś innym''. Norą. Mizuri.
Kiedyś nie było mi żal tej postaci. Gdy pierwszy raz oglądałam Noragami stwierdziłam;
To zwykła żmija. Antagonistka pracująca z najgorszymi szumowinami, która tak zgrabnie popycha Yukiego w szaleństwo. Kanalia.
To zwykła żmija. Antagonistka pracująca z najgorszymi szumowinami, która tak zgrabnie popycha Yukiego w szaleństwo. Kanalia.
Ale zawsze jest jakieś drugie dno. Spróbujcie choć na chwilę to sobie wyobrazić;
Ile lat ma Nora? 8? 10? 12?
Umarła w tak młodym wieku, choć chciała żyć.
Yato nie zdawał sobie sprawy, że zabijanie jest złe. Bo kto mógłby mu o tym powiedzieć? Ojciec go chwalił, nikt nie zaprzeczał. Ale Mizuri?
Ona zdawała sobie sprawę z tego co robi. I dlatego oszalała.
Ile lat ma Nora? 8? 10? 12?
Umarła w tak młodym wieku, choć chciała żyć.
Yato nie zdawał sobie sprawy, że zabijanie jest złe. Bo kto mógłby mu o tym powiedzieć? Ojciec go chwalił, nikt nie zaprzeczał. Ale Mizuri?
Ona zdawała sobie sprawę z tego co robi. I dlatego oszalała.
Bo moim zdaniem oszalała. Nie jest jakąś przebiegłą antagonistką! Jest małą, podatną na sugestię, wykorzystywaną dziewczynką, która ma naprawdę ciekawą psychozę.
W anime/ mandze jej nie uratują. I tak każdy już ją skreślił.
W anime/ mandze jej nie uratują. I tak każdy już ją skreślił.
Ale tu się to zmieni ;) Domyślicie się co planuje?
Piszcie -->
Piszcie -->



O ja! Jakie to fajne! Dlaczego nie ma tu żadnych komentarzy?! D: Czekam na kontynuację, to jest świetne! :3 (a mi przez całe anime było szkoda Yukine. To jest moja ulubiona postać, strasznie niedoceniana! :/ )
OdpowiedzUsuńAle super, że ktoś napisał!
UsuńKontynuacja w toku, zmotywowałaś mnie do dalszej pracy :P
Na pewno dużo osób to czyta, tylko, że nie mają kont, więc nie komentują. Znasz wattpad? To jest taka strona do pisania, wydaje mi się, że bardziej znana niż blogspot i więcej osób by cię tam zobaczyło :)
UsuńTak, na wattpadzie też jestem ;) Tylko że, zdecydowałam się na bloga z powodu dużej objętości powieści. Ja się dopiero rozkręcam :P
Usuń